1
Shares
Pinterest Google+

Podejrzewam, że nie raz zastanawialiście się, czy wasze buty biegowe wciąż się do czegoś nadają. W końcu nie chodzi o to, jak wyglądają z wierzchu, tylko czy ich piękne wnętrze, tzn amortyzacja wciąż spełnia swoje zadanie i kusi urokiem osobistym. Sprawę mają rozwiązać wkładki Mino. 

Wkładki Mino dostałem do przetestowania od New Level Sport w dwóch egzemplarzach, za co dziękuję. Pierwsze wkładki testowe na 5000 metrów i drugie w pełnym wymiarze zaplanowanych przez producenta kilometrów. Sam pomysł wydał mi się rewelacyjny. W końcu nie każdy biega z GPS, czy programem na komórce, żeby określić, czy jego byty nie mają już przypadkiem „wybiegane” na dalszą współpracę. Trudno też określić, kiedy prawidłowa amortyzacja kończy swój żywot i zaczyna się nadwyrężanie stóp i kolan. Dlatego właśnie, wyobrażałem sobie te wkładki, jako urządzenie mierzące stan amortyzacji w chwili obecnej, w porównaniu do nacisku jakie wywołuje stopa na czujniki. Możliwość programowania wkładki względem buta i takie tam mega funkcje. Jednak jak zwykle przeliczyłem się z moją imaginacją współczesnej technologi i jej możliwościami. Wszystko wygląda o wiele prościej, co wcale nie oznacza, że lepiej.

W opakowaniu

W plastikowym pudełeczku znalazłem jakąś tam instrukcję po amerykańsku i dwie wkładki. Jedna ważniejsza, z wnętrzem elektronicznym i druga, której zadaniem jest unieść piętę na podobną wysokość, co stopę z wkładką pomiarową. Na wkładce kilka diodek oznaczonych kolorami i podpisem oznaczającym nowy but/dobrze / ostrożnie /martwe. Po naciśnięciu guziczka zapala się właściwa diodka informująca nas o stanie pacjenta, czyli amortyzacji naszej. Ale skąd diodka ma wiedzieć, że teraz jej kolej na zapalenie się?buty biegowe wkładki mino

Jak działają wkładki MINO

We wkładkach Mino znajduje się prosty układ zliczający ilość naszych kroków. Każde stąpnięcie nabija kolejny krok, który zbliża nas do momentu w którym z zielonego sympatycznego koloru, spadasz na żarzącą się czerwień z napisem DEAD! I to już koniec żywota buta twego, według wkładki Mino. Niestety ilość kilometrów zgodnie z opisem żywotności dostępnych na rynku butów została uśredniona, a dodatkowo uśrednione zostały też ilości kroków stawianych na jeden przez różnych biegaczy. Stąd zamiast otrzymać rzetelny obraz stanu naszego obuwia, dostajemy średnią światową. ŁAŁ. W butach tych według producenta wkładki Mino możemy przebiec około 640 kilometrów, po czym możemy z uśmiechem zakupić nowe buciątka. Cóż zwykle biegam około 1300 kilometrów zanim zauważę odczuwalny dyskomfort, dlatego według mnie ilość została zaniżona. Oczywiście uśrednienie liczby kroków w tym wypadku jest dla mnie bezsensowne i wprowadzające w błąd. 

jak działają wkładki mino do butów biegowych

Wkładki Mino w praktyce

W praktyce, czyli jakie odczucia towarzyszą w czasie biegu. No to właściwie żadne. Naszą mini sondę wsadzam pod właściwą wkładkę w bucie, podobnie jak atrapę i biegnę. Nie czuć praktycznie wcale metalowego, sztywnego elementu. Biegnie się dobrze. Po przyklejeniu wkładka nie rusza się w bucie i nie odkleja. Trzyma tak dobrze, że nie idzie jej oderwać, przez co bezskutecznie podważałem ją nożem. W końcu zostawiłem, żeby oszczędzić butu? butowi? cierpienia. 

Po pierwszej fascynacji, mit przydatności tych wkładek runął jak zeszłoroczna informacja o tym, że Gwiazdor nie istnieje. Trochę smutno, trochę się zawiodłem, ale ogólnie trzymam się i życie toczy się dalej. Myślę, że pomysł z wkładkami monitorującymi zużycie jest bardzo fajny, ale trochę za bardzo uproszczony. Nie można wszystkich biegaczy i butów wrzucić do jednego worka, bo to się zwyczajnie nie sprawdza. W swoich butach pokonuję grubo ponad 1000 kilometrów, zanim zacznę odczuwać, że jest kłopot. Tutaj mam do wykorzystania zaledwie połowę swoich normalnych odległości. Oczekiwałbym jednak czegoś bardziej spersonalizowanego. Może podpięcie się pod komputer, możliwość konfiguracji na podstawie informacji od producenta. Albo wkładek które mierzą faktyczny poziom amortyzacji i jej zużycia, jeśli taka możliwość istnieje. Cena 49 zł prawie pokrywa się z ceną butów z decathlonu czy Lidla, w których wielu ludzi biega. Kolejna znaczna ilość biegaczy posiada w cenie do 200 zł, co według mnie całkowicie przekreśla sens zakupu takich wkładek. Myślę, że producenci butów mogli by spokojnie, z małym kosztem taki gadżet zamontować w swoich butach na stałe, z odpowiednią konfiguracją dla każdego modelu. 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Pływanie na wodach otwartych - One mieszkają w głębinach

Next post

Jak zakładać i dobrać piankę triathlonową

2 komentarze

  1. 23 lipca 2015 at 14:57 — Odpowiedz

    Świetny wpis i recenzja :). Uwielbiam takie nowinki techniczne i fajnie, że powoli zaczynają powstawać takie do sprawdzania obuwia sportowego. Myślę, że Twoje pomysły są ciekawe i pewnie w przyszłości otrzymamy but, który będzie nam mówił co i jak ;).

  2. 25 lipca 2015 at 16:27 — Odpowiedz

    Fajna recenzja Piotrze – technika nie zawsze może nam służyć – bo jak piszesz – nie ma co generalizować i każdy biegacz jest inny ale zawsze można nowinki wypróbować 🙂 Serdecznie pozdrawiam 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *