4
Shares
Pinterest Google+

Triathlon Sieraków, to takie wydarzenie, w którym najpierw topisz się w smagających twarz falach, później mierzysz ze szczytami podjazdów na trasie rowerowej, żeby zaraz potem biegać po piaszczystych ścieżkach leśnych. I cieszysz się z tego jak dziecko. 

Mijając kolejne samochody, gnam ulicami jak oszalały, z każdym kilometrem coraz bardziej przyśpieszając. Triathlon Sieraków, to pierwsze moje zawody w tym sezonie, a przez niefortunny zbieg okoliczności udało mi się na nie zaspać. Spoglądanie na GPS nic nie dawało, czas się nie rozciągał, a godzina 7:30, o której mieli zamknąć strefę zmian, zbliżała się nieubłaganie. Wiedziałem, że to koniec. Zawody skończyły się dla mnie, zanim na dobre się zaczęły. Została mi tylko modlitwa i cud.strefa zmian triathlon sieraków

Pasta Party

To jest najlepsze Pasta Party, na jakim mam okazję się objadać. Serio, jeszcze nigdy tak bezczelnie się nie obżarłem i do tego zjadam właśnie najlepsze ciasto w moim młodym, pełnym słodyczy życiu. Sorry babcia. Na stole jeszcze makaron z dwoma sosami do wyboru, litry soku, kiełbasa na ognisko i świetny biesiadny klimat pod chmurką. Wszystko zapowiada, że zaczęła się impreza stawiająca poprzeczkę przeżyć na bardzo wysokim poziomie. Wcześniej niemal bez kolejki odebrałem pakiet i wrzuciłem los ze złudnymi nadziejami do urny, gdzie główną nagrodą jest VOLVO. Teraz tylko próba trasy rowerowej i można wstawiać mustangi do stajni, w której parkowały miliony złotych w walucie rowerowej. Pogoda jest wspaniała i z nieukrywaną przyjemnością wsiadam na szosówkę Superior Road Team Issue, przygotowanym przez Total Sport. Rower spisuje się doskonale, na trudnej i pełnej podjazdów trasie. Po nawrotce, warunki się poprawiły i były tak sprzyjające, że momentami osiągamy z Bartasem prędkość 60 km/h, nie wykorzystując nawet pełni naszych możliwości. Nastroje dopisują, impreza się rozkręca, a atmosfera triathlonu unosi się w powietrzu, jak zapach świeżo ściętej trawy, dobrze nastrajając na kolejny wielki dzień. Mogę tylko żałować, że nie wynająłem jednego z tych drewnianych domków w środku lasu i nie mogę czerpać z tego klimatu jeszcze więcej.

Dzień startu, a ja jak poparzony wyskakuję z łóżka, bo budzik nie zadzwonił. Możliwe, ze było by inaczej gdybym wcześniej go nastawił na odpowiednią godzinę, ale trudno tu gdybać. Straszny popłoch, ale tylko 15 minut opóźnienia kiedy w locie wsiadałem do samochodu. Dotarłem do parkingu wyznaczonego dla zawodników triathlon Sieraków i mam jedynie 5 minut na dobiegnięcie do strefy zmian i wypakowanie rzeczy. Tak jak wcześniej mijałem samochody na drodze, tak teraz po kolei omijam spokojnie maszerujących po chodniku zawodników. Zaraz zamkną strefę a oni mają taki luz. Coś tu nie pasuje. Wszystko po chwili się wyjaśniło. Pomyłka organizatorów, strefa jest otwarta do 8:30. Znów jestem w grze. W grze, którą sam ze sobą rozgrywałem, jak bohaterowie filmu Piła.

Pływanie wśród fal burzanu niczym bursztynowy świerzoppływanie w wodach otwartych triathlon sieraków

Spoglądam na wooodĘ i jedyna myśl, która przebiegła mi przez zatrwożoną głowę to krótkie i wymowne „Ależ Zimno”. Złowrogi wiatr targa chorągwiami na wietrze, sprawia, że skóra kostnieje, a fale nie nadają tej chwili żadnego magicznego wyrazu. Trochę się boję, a trochę panikuję. I ta wielka niechęć do pływania. Z ubolewaniem spoglądam na zawodników, którzy zapewne z niewiedzy wybrali w Decathlonie pianki letnie i nie wiedzą jaką różnicę robi prawdziwa pianka neoprenową. Tak bywa. Krzyk triathlonistów przerwał moje myśli, zaraz potem huk armaty wybił się wyraźnie ponad okrzyki sportowych maniaków. Ruszyłem w tłumie setek kroków dudniących po plaży i z pluskiem wbiegających do jeziora. Z głośników leci bojowa muzyka, ale po chwili już jej nie słychać. Cisza. Jestem tylko ja, fale zalewające twarz i spłycający się oddech. Chwilę zwątpienia, niemoc i … gdzie ten facet płynie? Wielki łuk zatoczył przecinając trasy innych pływaków i niemal zawrócił wynurzając się kilkadziesiąt metrów poza właściwym kierunkiem. To ci dopiero orientacja na wodach otwartych. W końcu dopływam do końca pierwszego etapu i przede mną tylko zabójczy podbieg i 700 metrów galopu, w piance, po nierównej nawierzchni wyłożonej wykładziną. W strefie automatycznie zapinam pas, zakładam kask, wciskam buty i biorę rower. Całość jak na autopilocie. Dzięki ubraniu triathlonowemu od Good Choice Sport, nie musiałem tracić czasu na przebieranie się w strefie i zyskałem kilkadziesiąt cennych sekund.

Odcinek kolarski na którym wiatr tłumił ambicjeodcinek kolarski na triathlon sieraków

Pstryk, pstryk, bloki wpinają się w pedały spd-sl i zanim obróciłem pierwszym kółkiem już minąłem pięciu triathlonistów. Rower jest u mnie najmocniejszy i nawet się nie zastanawiam jak rozkładać siły, bo jadę na maksa od początku. Podjazdy, szyszki i wiatr. Ten wiatr co zabił dziś możliwość osiągnięcia rekordu prędkości. Bo ta trasa zwłaszcza po nawrotce jest doskonała. Szybkość odbiera wyobraźnię, strach znika w objęciach rosnącej adrenaliny, a szum opon wygrywa bojową melodię. Napiję się za to. Sięgam po butelkę wody, którą musiałem wsadzić do koszyka, bo zapomniałem bidonu. Butelka tak dobrze przyklejona taśmą, że jednak będę musiał umierać z pragnienia. Taki bystry strateg ze mnie. Na koniec zostawiłem sobie jeszcze nutkę ekwilibrystyki, wypinając się bez treningu ze zwykłych butów szosowych w czasie jazdy. Przeżyłem i pobiegłem bez przykrych niespodzianek do strefy. Szybka zmiana butów i…

Koszmar drogi leśnejbieganie w piachu po lesie triathlon sieraków

Nie jestem na to przygotowany. Zwykle nie boję się na horrorach, ten jednak mnie przeraził. Wystające korzenie, mocne podbiegi i grząski piach na trasie, wykańczał nogi ze zdwojoną siłą. Po piątym kilometrze trasa wyhodowała mi na udach dwa wielkie skurcze. Nogi się zamykają i już nie chcą prostować. Tego jeszcze nigdy nie miałem i ból był potworny. Jeszcze 5 kilometrów, a ja muszę zwolnić i robocimi krokami biegnę dalej. Kolejny kilometr i kolejny skurcz tym razem przednia część uda nad kolanem. Koszmar. Tylko głowa mnie ratuje przed zejściem z trasy. I tak, już ją widzę – Meta. Wbiegam w pełni usatysfakcjonowany doskonałym przeżyciem. Czas 2:36:51. Wszystko, dało mi dodatkową siłę, większa wiarę w siebie i cudowne wrażenia. Strefa finiszera tak dobrze zorganizowana, że z każdą minutą łagodziła mój ból. Kraina arbuzami i sokami płynąca. Hamburgery i lody i piwo i pomarańcze. No dla mnie bajka, a zawsze właśnie na to zwracam największa uwagę.

Triathlon Sieraków stanął na wysokości zadania i sprawił olbrzymie święto wszystkim zawodnikom, którzy w ten weekend startowali w zawodach. Widać, że z każdym rokiem, kiedy ten sport staje się w Polsce coraz bardziej masowy i popularny, organizacja idzie w górę. Cieszę się, że zdecydowałem się być częścią tego pięknego sportu, sprawdzać siebie, swoje możliwości i rywalizować z innymi wariatami nietolerującymi wygodnego spędzania czasu przed telewizorem. TRI-FIVE

leśny bieg triathlon sieraków szosa triathlon sieraków na trasie triathlonu w sierakowie pierwsze kółko triathlon sieraków świetna impreza triathlonowa w sierakowie

Summary
Review Date
Author Rating
51star1star1star1star1star
http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Jak wybrać buty do biegania

Next post

Ciekawe festiwale i turnieje na świecie. Chcę tam być.

12 komentarzy

  1. Eryk
    9 czerwca 2015 at 21:39 — Odpowiedz

    A jeszcze nie tak dawno mówiłeś o sobie amator. A teraz proszę… Rower od jednych strój od innych 😉 w między czasie zegarek do testów 😉 Kto zabroni Piotrasowi 😛

    • 9 czerwca 2015 at 21:56 — Odpowiedz

      Wciąż jestem amatorem 🙂 Bawię się tym i nie zamierzam tego zmieniać 🙂

  2. 9 czerwca 2015 at 23:17 — Odpowiedz

    Podziwiam, niesamowity wysiłek ale domyślam się że równie wielka satysfakcja po ukończeniu

    • 10 czerwca 2015 at 17:17 — Odpowiedz

      Fakt wysiłek z każdym kilometrem coraz większy, ale to jeszcze drobnostka przy pełnym Ironman. Satysfakcja olbrzymia 😉

  3. Justyna J
    10 czerwca 2015 at 00:04 — Odpowiedz

    Super 🙂 gratuluje pierwszego startu !

  4. 10 czerwca 2015 at 12:57 — Odpowiedz

    Świetna relacja i piękne zdjęcia. Gratuluję!

  5. 12 czerwca 2015 at 23:13 — Odpowiedz

    Gratuluję startu! I jak zawsze świetna relacja, aż Ci pozazdrościłam 😀

    • 15 czerwca 2015 at 08:20 — Odpowiedz

      Start faktycznie udany, a Ty nie zazdrość, tylko też startuj 🙂 Taka maniaczka sportowa, nie może sobie oszczędzić tej przyjemności 😉

  6. 15 czerwca 2015 at 08:18 — Odpowiedz

    No własnie jeszcze brak oznaczonych kilometrów na trasie. Też mnie to irytowało, bo nie wiedziałem z jakim tempem biegnę;/

  7. Renata
    15 czerwca 2015 at 22:47 — Odpowiedz

    Super relacja . Sieraków pozdrawia i zapraszamy za rok 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *