0
Shares
Pinterest Google+

Od momentu podjęcia decyzji o starcie w poznańskim triathlonie mija własnie 6 miesięcy. Nie jest to wystarczający okres, żeby przygotować się dobrze. Jest to czas na przygotowanie kondycji na poziomie dostatecznym, żeby zmierzyć się z dystansem 1/4 Ironman’a. Przynajmniej tak mi się zdawało. Zresztą mnie się wiele rzeczy zdaje. Byłem przekonany, że właściwie to w pół roku mógłbym przygotować się do 1/2 Ironman’a. Dzięki Bogu, głos rozsądku przechylił szale podejmowanej decyzji na ten ten krótszy dystans. W sobotę był dzień próby, czyli Lusowski Triathlon Lwa. Najważniejsze wyzwanie w lipcu.

Dzień przed startem

W piątek spojrzałem na sobotnią pogodę. Akurat w momencie startu ma być najsilniejszy opad deszczu, do tego temperatura akurat teraz musiała spaść poniżej 20 stopni. Zastanawiałem się nad zakupem jakiejś taniej pianki, żeby mi tyłek nie zmarzł przez tą złośliwość pogodową. Wizyta w Decathlonie okazała się mało pomocna w poszukiwaniu odpowiedniej pianki. Większość tam ma swoje zastosowanie do sportów wodnych, jednak nie pływackich. Trudno, jakoś muszę się z tym uporać. Na szczęście po pracy odwiedziłem większy sklep Decathlona i kupiłem tam jedną z najtańszych pianek. (Będę musiał ja oddać, bo poobcierała mi szyję). Zresztą ma więcej wad, ale o tym we wpisie pianka z Decathlonu

Jednak to nie pływanie było moim największym zmartwieniem. Najbardziej martwił mnie odcinek kolarski. Jako, że pływanie nie idzie mi najlepiej, miałem zamiar nadrobić czas właśnie podczas jazdy. Ale jak tu nadrobić, kiedy asfalt będzie śliski, a na wyścigowych slickach, każdy zakręt i hamowanie grożą niezłym wypadkiem. Tak więc piątek upłynął mi w nieco przygasłym humorze, z nadzieją, że wichry w nocy przyjdą, wywieją chmury deszczowe, a nad terytorium startu napłynie przyjemny wyż temperaturowy. Ogólnie stresowałem się jak przed obroną pracy magisterskiej.

Jeszcze tego samego dnia wskoczyłem do jeziora wypróbować piankę. Później zaczęło się szykowanie i pakowanie sprzętu. Przy okazji złapałem laczka w samochodzie na kole i na zapasie. Jednak piątek trzynastego to piątek trzynastego. Pomyślałem, że albo to przedsmak jutrzejszej porażki, albo wykorzystałem limit wpadek dzisiaj i jutro będzie już szło wszystko pięknie i gładko. 

W dniu startu

Na całe szczęście start nie był od rana i zdążyłem naprawić koła u wulkanizatora. Od samego rańca pożerał mnie stres. Nie miałem dawno takiego uczucia. Niby taka pierdoła, nic poważnego, w końcu start dla czystej przyjemności, a jednak w głowie obijała się myśl, że nie chcę być ostatni. Wyobrażałem sobie, że tam będą sami doskonali pływacy, którzy zostawią mnie daleko w tyle. W końcu jednak przyszła chwila wstawiania rowerów do strefy zmian, przebieranie się w piankę i stanięcie na linii brzegowej, czyli startowej. Odwrotu nie było. 

W strefie zmian spotkałem chłopaka z Decathlonu, który pomagał mi wybrać rower i regulował go przed startem. Pogadaliśmy chwilę, a na koniec usłyszałem, żebym ściągnął lampeczkę bo to wiocha – kto by pomyślał 😉 No i ściągnąłem.

Triathlon Lwa – Odcinek pływacki

Banda wciśniętych w piankowe skafandry ludków, z seksownymi pomarańczowymi czepkami ustawiła się na starcie. Po krótkim odliczaniu zaczęło się piekło. Wodne piekło, wejście w tą spienioną od fal wodę równało się walce nie tyle o miejsce, co o życie. Wielokrotnie podtopiony, pokopany i staranowany z trudem łapałem oddech już na pierwszych 150 metrach. Opity wody, dokonywałem rachunku sumienia i kosztów jakie poniosłem na start. Po cholerę to kupowałem, jak już więcej w tym paskudztwie nie wystartuję. W końcu jednak przepłynąłem i pierwsze i drugie kółko wychodząc z wody po 14 minutach i kilku sekundach. Wycieńczony, szukając w sobie motywacji do kolejnego etapu biegłem do strefy zmian. Spędziłem tam ponad 3 minuty. Muszę popracować nad szybszym przebieraniem. 

Triathlon Lwa – Odcinek kolarski

Kiedy usłyszałem dźwięk wpinanych butów w pedały poczułem nową siłę. Pierwszy zakręt po mokrej nawierzchni i kolejne mijane postacie zostawały za mną. Jeszcze krzyk kogoś, że mam odpuścić, bo ostry zakręt. W tym samym momencie widziałem jak facet przede mną runął na asfalt i sunął po wodzie. Szybko o tym zapomniałem, redukcja na przerzutce wyjście z zakrętu i mijanie kolejnych rowerzystów. Przez cały odcinek rowerowy goniłem Bartasa, będąc przekonanym, że wyszedł z wody dużo wcześniej niż ja. Jednak pościg okazał się być wirtualnym, bo Bartka dopadł w wodzie skurcz i wyszedł chwilę za mną. Podczas wyścigu rozpadało się na dobre, wielkie zacinające krople obijały się o ciało jak grad. Kałuże coraz większe i ryzyko poślizgu olbrzymie. Nie wymiękałem, wciąż mijając kolejnych uczestników, co dawało mi olbrzymia dawkę radości. Patrząc na wyniki, wyprzedziłem około 40 zawodników. Szkoda tylko, że trasa była taka kręta i pełna wąskich zakrętów. Najgorsza była nawrotka, na której trzeba było zredukować prędkość do zera i na nowo się rozpędzać. Przy czterech kółkach, ten punkt skutecznie obniżył średnią jazdy, która normalnie była by okolicach 38 km /h, a tak wyszła na 31 km/h W strefie zmień trzykrotnie złapał mnie skurcz w łydce. Aż przyklękałem z bólu. Zmiana butów na biegowe i odstawienie roweru zajęło mi 1 minute 40 sekund.

Triathlon Lwa – Odcinek biegowy

Nieco ociężałym krokiem ruszyłem zmierzyć się z ostatnią częścią wyścigu. Przez całą drogę zastanawiałem się, czy na pewno zrobiłem 4 kółka, czy może trzy. Nie pomyślałem, że przecież miałem licznik przy rowerze i wystarczyło spojrzeć przed zjazdem do strefy. Jednak stres robi swoje. Tak samo zapomniałem pić wody w czasie zawodów, a może po prostu opiłem się jej wystarczająco w czasie pływania. Trzy kilometry zajęły mi 12 minut i 58 sekund. Jednak przez pierwsze 2 kilosy walczyłem ze złapaniem właściwego rytmu i dopiero na ostatnim okrążeniem byłem w stanie przyśpieszyć. Wbiegnięcie na metę było jednym z najprzyjemniejszych uczuć. Zawody zakończyłem dokładnie w połowie stawki na miejscu 75-tym.

Uczucia po przekroczeniu mety

Wbiegając na metę widziałem zegar. Czas wskazywał 1 godzinę i 33 sekundy. Było trochę przykro, że nie zmieściłem się w godzinie, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Warunki jakie panowały i stworzona trasa rowerowa, nie pozwoliła mi na lepszy czas w obecnej chwili. Jednak widok mety wzbudza w człowieku niesamowite szczęście. Wiesz, że to już koniec, że cała walka już za tobą i przychodzi czas na relaks 🙂 Ukończenie zawodów było najlepszą nagrodą, a otrzymanie medalu nie dawało już takiej satysfakcji jak w zawodach biegowych. Tutaj liczyło się samo przekroczenie mety. Pozostaje podsumować wszystkie etapy i pomyśleć co poprawić i jak trenować, żeby za miesiąc na lipcowym Enea Poznań Triathlon 1/4 Ironman’a wypaść jeszcze lepiej. 

Organizacja zawodów

Poza beznadziejnym, zapewne jedynym możliwym, ułożeniem trasy rowerowej i brakiem koszulki albo kubeczka w pakiecie startowym nie mam zastrzeżeń. Sprawne zapisy w biurze zawodów, bez kolejek. Zawody, które idealnie nadają się jako przedsmak prawdziwego triathlonu. Czuję olbrzymia satysfakcję, że wystartowałem i dobiegłem do końca 🙂

 WYNIKI ZAWODÓW

 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

I PIĄTKA dookoła Wildeckiej Pyry

Next post

Jak zwiększyć ilość pompek

13 komentarzy

  1. Sylwia M
    16 czerwca 2014 at 11:17 — Odpowiedz

    GRATULACJE ! To jest coś ! Najważniejsze że ukończyłeś bieg, bo to nie był zwykły bieg, masz w sobie siłę chłopie 🙂

    • 16 czerwca 2014 at 12:05 — Odpowiedz

      😀 Dzięki. Mam nadzieje, że tej siły będzie jeszcze więcej i to dopiero początek. Ironman mi się marzy 🙂

  2. Szymon
    16 czerwca 2014 at 22:39 — Odpowiedz

    Gratuluję debiutu i dziękuję za podzielenie się wrażeniami. Mój debiut dopiero za ponad dwa miesiące i czuję, że wiele jeszcze muszę się nauczyć. Choć dobrze pływam, to boję się tej „pralki” w tłumie pływaków, no i obawiam się jak będą reagować moje nogi na zmianę z roweru na bieg. Na wakacje planuję sobie ćwiczenie zakładek. Pozdrawiam!

    • 17 czerwca 2014 at 10:20 — Odpowiedz

      Jeżeli jesteś bardzo dobrym pływakiem to najlepiej na przód. Start w środku to jest męczarnia. Nikt nie patrzy za bardzo na to czy Cię staranuje 🙂 Ale jak już jesteś na mecie to sama przyjemność takie wspomnienie:)

  3. JJ
    17 czerwca 2014 at 08:34 — Odpowiedz

    Opis pływania na chwilę zmroził mi krew w żyłach zwłaszcza ten opis o podtapianiu hehe to rzeczwyiście musi być ciężkie
    Gratuluje podjęcia wyzwania 🙂 to jest coś kiedy iron man ?

    • 17 czerwca 2014 at 10:18 — Odpowiedz

      Ciężkie zwłaszcza dla początkującego, kiedy brakuje doświadczenia 🙂 Ironman hmmm … w tym roku ćwiartka, w przyszłym połowa, to może za dwa lata w optymistycznych założeniach 🙂

  4. JJ
    17 czerwca 2014 at 08:46 — Odpowiedz

    Podtapianie brzmi groznie hehe nie wiem czy miałabym dosyć siły żeby to przetrwać , gratuluje !! i trzymam kciuki za nastęnego iron mana

  5. dawiddudziak
    17 czerwca 2014 at 15:49 — Odpowiedz

    Pływanie dla początkującego triathlonisty jest strasznie trudne:)

  6. Małgorzata
    18 czerwca 2014 at 20:14 — Odpowiedz

    Gratuluję Piotrze odwagi i podjęcia wyzwania.

    Ten medal na zdjęciu przemawia więcej niż 1000 słów; to nagroda za trud i wysiłek.

    Pozdrawiam 🙂

    • 19 czerwca 2014 at 10:28 — Odpowiedz

      Jeszcze był banan i batony z Lidla. Bardziej smakowały niż medal 😉 Żartuję. Dziękuje bardzo za miłe słowa 🙂

  7. Małgorzata
    20 czerwca 2014 at 15:11 — Odpowiedz

    Dziękuję Piotrze za życzenia powrotu do zdrowie : ) To miłe : )

    Ten medal to jakiś niezjadliwy był ? He he

    Pozdrawiam

  8. 7 czerwca 2015 at 20:35 — Odpowiedz

    […] samym startem w zawodach, Triathlon Lwa zdecydowałem się na zakup pianki. Do tej pory nawet nie myślałem o wydawaniu kasy na takie […]

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *