0
Shares
Pinterest Google+
 

Chodź, pójdziemy na siłownie – pochodzić

 
Tak sobie ostatnio przebywam w tych modnych fitness klubach, gdzie stal coraz częściej zastępowana jest wygodnymi maszynami, gdzie można kupić świeże wyciskane soki i gdzie większość ludzi przychodzi zwyczajnie pogadać, zamiast pracować nad sylwetką. Widzę tam rzeczy, które mnie zaskakują i zadziwiają. Jedne sprawy mniej inne bardziej, ale za nic nie potrafię zrozumieć, po co niektórzy zapisują się na siłownię. Obserwując ich przez godzinę pobytu w klubie, stwierdzam, że zwyczajnie marnują swój czas i pieniądze. Bo można gdzie indziej, można lepiej i przyjemniej spędzić czas robiąc dokładnie to samo.

To teraz takie modne

Odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie przestało się chodzić na siłownię, żeby ćwiczyć. Teraz na siłownię idzie się po to, żeby móc się tym pochwalić. Nie ważne, czy się trenuje i czy daje to jakiekolwiek widoczne efekty. Ważna jest chwila, w której wypowiadamy magiczne słowa znajomym – „Chodzę do Fitness Klubu”. Tadam. I kiedy magia tego słowa dociera do uszu słuchaczy, stajemy się lepsi, bardziej wysportowani, odchudzeni i z fantastyczną rzeźbą ciała. 

Bogu dzięki za ten karnet, co to w portfelu go noszę i efektów tak wiele ciału memu daje. Amen.
 
Pewnie dlatego ostatnio tak trudno w spokoju poćwiczyć wieczorami. Ławki zajęte przez tych, co wiecznie oglądają coś w telefonie, albo przez tych co o życiu, pracy i świecie rozprawiają. W ciągu godziny zrobią 2 ćwiczenia 8 serii i na tym kończy się ich zaangażowanie. Resztę czasu błąkają się od maszyny do maszyny bez specjalnego planu, traktując siłownię jako miejsce spotkań towarzyskich. Źle? Niekoniecznie. Myślę, że to taki naturalny sposób na relaks w zabieganym świecie. Czas wykorzystywany jest jednocześnie na wieczorne kontakty społeczne i na trening, chociaż z naciskiem na to pierwsze. Psychiczna regeneracja po pracy.
 

 

Spacerowicze na siłowni

To jest właśnie to, co zadziwia mnie niezmiernie. Jedzie sobie człowiek na siłownię w letni ciepły dzień i chodzi. Chodzi pełną godzinę po bieżni tempem wolnym, spacerowym po czym wychodzi i do domu jedzie. Nie odezwie się do nikogo, nie zmieni położenia dłoni, na inny sprzęt się nie przeniesie, nie odwróci głowy od okna w które spogląda podziwiając z tęsknotą zieleń drzew w oddali. I tu zagadka się dla mnie pojawia. Dlaczego w takie ładne słoneczne dni nie ruszyć tyłka i tego czasu nie spędzić na chodzeniu po leśnych ścieżkach? Może się mylę, ale ta perspektywa jest dla mnie jakby przyjemniejsza. Różnorodność i zieleń zamiast betonu, duchoty i totalnej nudy. 

Jak tu rozwiązać tą zagadkową przypadłość? Czy to chodzi o to, że jak się zapłaciło za karnet, to jest większa motywacja do jakiejkolwiek aktywności? Może strach przed poproszeniem instruktora o radę?

Za moich czasów 😉

Za moich czasów, kiedy byłem jeszcze bardziej młody niż teraz, ludzie jakoś chętniej spędzali czas na świeżym powietrzu. W lasach były szeroko wydeptane drogi od rodzinnych spacerów, a na siłowni siedzieli w większości skoksowani goście. Takie lata, taka moda. Teraz leśne ścieżki już zarastają coraz bardziej, w niedzielne popołudnia spaceruje się po Centrach Handlowych, a siłownie stały się miejscem wieczornych pogawędek. Wszystko się miesza, każdy chcę robić kilka rzeczy na raz, bo na wszystko brakuje czasu. Mimo to jak bardzo bym nie chciał poszukać usprawiedliwienia i jak bardzo chciałbym znaleźć odpowiedź, to nie potrafię zrozumieć jak można jechać na siłownię po to żeby tam chodzić po bieżni!!!

 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Fabryka Formy Galeria Mallwowa Poznań

Next post

III Bieg 10 km Szpot Swarzędz

6 komentarzy

  1. Halina Kowalska
    7 maja 2014 at 15:10 — Odpowiedz

    Bardzo interesujący blog. 🙂 Daje dużo motywacji. Pozdrawiam. 😀

    • Apetyt NaSport
      7 maja 2014 at 17:42 — Odpowiedz

      Bardzo dziękuje 🙂

  2. Anonymous
    7 maja 2014 at 22:29 — Odpowiedz

    Tekst trochę o mnie, chociaż ja biegam na bieżni ;)))
    Jednak z 20% czasu przeznaczam na jakieś ćwiczenia.

    • Apetyt NaSport
      8 maja 2014 at 10:05 — Odpowiedz

      Biegać też nie lubię na bieżni – 500 metrów i jestem wyjątkowo znudzony:) Co innego kiedy ćwiczysz, a później wskakujesz na bieżnię. To jest wtedy zrozumiałe 😉 W każdym razie i tak polecam bieganie po lasach:) Miłych treningów.

  3. Norbert
    18 czerwca 2014 at 12:15 — Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą! Do niedawna pracowałem na siłowni jako instruktor i zawsze było mi żal takich ludzi, którzy kupują karnet tylko po to, aby pochodzić na bieżni… Strata kasy! Ale kto bogatemu zabroni? Najlepsze jest to, że rzadko kiedy ludzie ci podejdą do trenera, aby zapytać się co mają ćwiczyć, w jaki sposób, jak się odżywiać itd.. W wielu siłowniach same porady są bezpłatne.
    Pozdrawiam Trener Gotz 🙂

    • 18 czerwca 2014 at 12:31 — Odpowiedz

      Własnie o to chodzi, że jeśli nie wiesz co robić i jak ćwiczyć to w pierwszej kolejności idziesz się zapytać. W wielu wypadkach można dostac nie tylko rozpisane ćwiczenia ale i odpowiednią dietę. Chodzenie po bieżni, to naprawdę strata kasy.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *