2
Shares
Pinterest Google+

Stoję przed wejściem do jeziora i już wiem, że kogoś mocno, ale to bardzo mocno popierdzieliło pod czupryną. Nie wiem tylko, czy bardziej organizatorów, czy mnie, że startuję w tych zawodach. Chyba nie tego oczekiwałem. Listopad, pada, piździ delikatnie, a ja mam wejść do lodowatej wody i dobrze się bawić. Coś pękło, tam z tyłu głowy, gdzie czai się zwątpienie.

runmageddon poznań
Uśmiech, bo jeszcze nie wiem co mnie czeka 😀

Cały tydzień świeciło słońce, było pięknie, ciepło, serce rozkwitało niczym wiosną kwieciste pąki, ale oczywiści przed dzień startu wszystko się spaprało. Z nieba lunął deszcz i narobił dodatkowych atrakcji, niespecjalnie przeze mnie oczekiwanych. Jak mi się cholernie nie chce jechać i babrać w błocie, to sobie nawet nie wyobrażasz. Kto w ogóle przy zdrowych zmysłach zapisuje się na Runmageddon? Chorzy ludzie 😉

No ale jestem. Wbiegam do jakiejś stajni, gdzie start ma się odbyć. Wszystkie znaki w powietrzu, a na ziemi tym bardziej, świadczą o tym, że konie dopiero co opuściły ten dobytek. I weź tu ziemi ręką dotknij. Ja nie lubię brudu! Koni też nie bardzo. Rozgrzewka się kończy i staję na balocie siana wytyczającym linię startu. Czekam, aż spiker poprawnie odliczy od dziesięciu. Huk wystrzału i POOOSZLI. Pobiegłem jako jeden z pierwszych, skacząc nad barierkami, jak Kenijczyk spieprzający przed lwem. Gnałem dobre 500 metrów zanim zrozumiałem, że to nie to tempo, nie ta trasa. Poczułem, że ze zmęczenia już mi się kurczy żołądek ściskając wszystko w środku, a pozostawione przez niego miejsce wypełniają puchnące płuca.

poznań wola bieg
No to START

Skaczę, wspinam się na kopce i przeskakuję nad rowami. Po drodze bagna, kłody i kałuże. Próbuję oszczędzać buty, przebiec trasę suchą stopą. Biegnąc przez moczary unikam naiwnie zamoczenia. Kolejna przeszkoda – Zarzucam na barki opony. Biegnę z nimi pod górę, próbując wyrównać oddech. Nie idzie. W końcu je odkładam, ale za chwilę znów wyzwanie. Pokonuję drewnianą ścianę przecierając do krwi oba nadgarstki. Tętno znów się zwiększa. Serce coraz szybciej pompuje krew do wszystkich mięśni. Pot już leje się z czoła, zipię jak astmatyk, a przecież to dopiero początek trasy. Chyba pospaceruję, a może lepiej się położę, w myślach już chcę odpocząć.

poznań wola
Zbieranie sił przed skokiem przez płot 😉

Walczę ze swoją głową. To jest zupełnie inny bieg. Inny wymiar zmęczenia. Dalej wcale nie jest lepiej. Wciąż chaszcze, gałęzie i bagno, w którym można zgubić nie tylko buty, ale też wiarę i nadzieję. Znów przeszkoda – worek z piachem na plecy. Jego ciężar przydusza mnie i ciąży na barkach, jak sumienie. Zmusza do powolnego marszu. Karne kółko z piachem, bo nie trafiam ziemniakiem do garnka. Ja pierdzielę, co za głupota.

przeszkody bieg poznań
To ptak,! To samolot! Nie. To JA ;p

W końcu przyszło coś, czego się nie spodziewałem. Miałem ochotę się wycofać, oszukać, OMINĄĆ ten etap. Moje oszczędzanie butów na nic się zdało, bo nagle okazało się, że częścią trasy jest jezioro. TAK. Woda, w której trzeba biec. CO??!! Zwątpienie, mikrosekundy zawahania i wpadam do wody po same jajka. Brodzę wytyczonym szlakiem przez Rusałkę, czując, jak palce u stóp przemarzają, a buty grzęzną w jakimś szlamie. Myślałem, że to jest ta najgorsza przeszkoda, ale jest to tylko ten moment, po którym jest mi już wszystko jedno, a kolejne bariery pokonuje posłusznie i bez zbędnego myślenia. Nacieram na przód. Do samego końca na automacie, w którym nie ma biegu wstecznego i sentymentów.

runmageddon poznań

Mokre spodnie i buty ciążą na nogach, płuca powstrzymują przed szybszym biegiem, a myśli karzą ci się zatrzymać – Wyzwanie kompletne. Dosadne. Takie po którym czujesz, że żyjesz, chociaż z bólu i zmęczenia umierasz.

Palce jeszcze nie odtajały, a już muszę znowu wchodzić do zamulonego śmierdzącego rowu. Biegnę po kolana w jakimś syfie. Kawałek dalej czołgam się pod zasiekami i wychodzę upierniczony, jak z kopalni diamentów w kongijskim szybie. Cisnę dalej. Znów zasieki, znów przeszkody. Ile tego jeszcze? Ile już przebiegłem? Ile przede mną? Trasy nie oznaczone. Znowu woda. Szlak. Mikro mostek, przed którym padam na glebę i czołgam się w wodzie, żeby przejść na drugą stronę. Zaraz za tym jakże by inaczej BAGNO. To już nie dziwi. To norma.

runmaggedon poznań

Dziwny jest ten zwierzęcy instynkt, który z każdym kolejnym metrem się wyostrza. Widzisz sposób pokonania przeszkody zanim jeszcze do niej dobiegniesz. Tu nie ma myślenia, tylko coraz bardziej czysta intuicja. Nie rozważasz swoich decyzji. Zapadają w momencie spojrzenia na kolejny etap trasy. Automatycznie. To jest niesamowite.

Teraz już tylko spacer z kawałkiem betonu, który ciągnę po ziemi. Ciężkie uparte bydle. W połowie drogi pytanie, czyli przeszkoda mentalna. Opyplus!? Odpowiadam  – brudas. Pięknie, mogę zrobić tylko połowę trasy. To cieszy.

runmaggedon poznań

Dalej wszystko jak na odtwarzaczu video, kiedy przewijało się kasetę na podglądzie. Przerzucam opony od ciągnika, aż zawirowały w powietrzu. Przeskakuję kolejne kłody i ściany. Wskakuję na linę, na której niczym Indiana Jones w najlepszej formie, skacze na drugą stronę wykopaliska. Wbiegam w siatkę z prądem. To boli. Dalej równoważnia i siatka rozpięta między naczepami. Wszystko się zlewa. Język już wisi przy pasie, oczy zamroczone, a każda kolejna blokada wzmaga uczucie omdlenia. Nie idzie uregulować oddechu, nie idzie przyśpieszyć, nie można się zatrzymywać. Czołgam się, wdrapuję i przeskakuję. Wspinam na linę, wpadam do kontenerów z lodem i skaczę nad ogniem za którym obrywam z wody pod ciśnieniem ze strażackiego węża. Czuję się kompleksowo zaorany.

bieg z przeszkodami

Już widzę niemal koniec trasy. Ostatni kilometr. Gdzie lotem przeskakuję ostatnie pochylnie, ścianki i barierki. Wbiegam do stajni wspinam się na stóg z balotów i widzę metę. Widzę też szwadron Kozłów Poznań. Śmieją się i czekają. Wiem, że  muszę przejść od razu, ze wszystkimi siłami jakie mam. Chwila oddechu, wybranie luki w oddziale i ruszam. Zwód w prawo, skok w lewo i znów w prawo, przechodzę pierwszą linię, w drugiej mnie łapią, ale jak jestem już tak daleko, to choćbym miał mordować, już się nie cofnę. Wyrywam się z objęcia i niemal po czworakach przekraczam metę. Jestem 6 w swojej fali i 45 na 1381 zawodników. Jest MEGA wynik i duże szanse na poprawę na kolejnych zawodach. Jest doświadczenie, które tutaj odgrywa dużą rolę. Polecam. Bawcie się dobrze!! W maju będzie jeszcze większy ogień. Runmageddon Classic. Nie czekaj, zapisz się już dzisiaj!!

kozły poznań przeszkoda runmaggedon rekrut

kozły poznań

kozły poznań

rekrut bieg z przeszkodami

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Kiedy pytają po co biegasz - Video

Next post

Zacznij - Motywacja Sportowa

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *