0
Shares
Pinterest Google+

Można marzyć, można planować, ale jeśli nie podejmie się działań, nie uda się zupełnie nic. Każdy nasz mały sukces, to olbrzymi wysiłek, wiara i motywacja. Najważniejsze to zacząć, a później nie ustępować i nie tracić celu z oczu. Kiedy mija rok, okazuje się, że jesteśmy w zupełnie innym miejscu, z innymi planami i motywacją. Jesteśmy innymi ludźmi którzy potrafili wyrwać się z objęć lenistwa i nie bali się realizować swoich pomysłów. Mój rok 2014, to był rok moich pierwszych razy. 

Ostatnio przeglądałem zdjęcia z minionego roku i zaskoczyło mnie, jak wiele może się wydarzyć w ciągu zaledwie 365 dni. Niby zaledwie krótki fragment życia, a jednak tak długi, wymagający i w pewnym sensie szalony. To był okres wyjątkowo intensywny, w którym wiele rzeczy zrobiłem po raz pierwszy. Większość wydarzeń zakręciła się oczywiście wokół sportu, ale były także wyjątkowe wydarzenia w tym bardziej prywatnym świecie. Wiedziałem, że 2014 rok będzie nadzwyczajny – Coś na zasadzie świadomości czekającej Cię dalekiej podróży, kiedy wiesz, że to będzie nieprawdopodobna zabawa i już nie możesz się doczekać. Czujesz ten napływ mieszających się emocji, uśmiechu, ekscytacji i strachu; obaw, że nie dasz rady, ale jednocześnie nakładanie na siebie coraz trudniejszych wyzwań.

Na pamiątkę – Blog

Na początku roku stwierdziłem, że chciałbym mieć coś w rodzaju pamiętnika, by móc wrócić do tego co było wcześniej, odczytać swoje emocje i przeżyć to na nowo. Dowiedzieć się kim byłem w tamtych dniach i kiedyś w odległej przyszłości poczytać jak zmieniałem się przez kolejne lata. Najbardziej sensowy wydawał mi się blog i chociaż nie wiele o blogowaniu wiedziałem (zresztą wciąż nic nie wiem), to sobie pisałem i wypisałem w sumie 120 tekstów. W tym czasie odwiedziło mnie też blisko 90 000 ludzi. Niektórzy podzielali moje pasje i zamiłowanie do stawiania życiu wyzwania i pozostawiali po sobie komentarze. Przysyłali też obszerne maile, które naprawdę potrafią dodać energii. Inni przechodzili dalej bez słowa. W każdym razie było mi miło poznać tak wiele pozytywnych osób, zaangażowanych również w swój projekt o pięknej nazwie „ŻYCIE”. Podziwiam, każdego z nich; tych którzy rzucili palenie, tych którzy wytrwale pokonywali swoją słabość i potrafili biec coraz dalej i szybciej i tych którzy zrzucali olbrzymie ilości kilogramów. Także tych którzy tak jak ja zaczynali zabawę z triathlonem i dzielili się ze mną swoją energią. Dziękuję wszystkim, bo czytając wasze wpisy na blogach, komentarze i wiadomości sam byłem mocno motywowany do tego żeby się nie poddawać. I nie odpuściłem. Marzę i walczę dalej.

Sport, wyzwania i rozciągająca się doba

Zimowe zabawy na śniegu i w wodzie

Mój rok rozpoczął się od zaśnieżonych stoków w Harrachovie, gdzie upadałem na tyłek i wykonując przedziwne ewolucje wypadkowe uczyłem się zjeżdżać na nartach z czerwonego stoku. Gryzłem śnieg, szorowałem na łokciach po oblodzonych kawałkach góry, ale w końcu dawałem radę. Z każdym zjazdem było lepiej, strach zajmowała fascynacja, trudne zakręty sprawiały coraz więcej fanu. Odpowiednie otwarcie roku – roku, który stał się przygodą.

Mój kolejny pierwszy raz, to zimowe kąpiele w przeręblach. Nie sadziłem, że się przemogę i wejdę do wody przez wycięty w lodzie przerębel. Zrobiłem to wraz z innymi wariatami, którzy lubią jak im się jajka kurczą w wodzie, a ciało promienieje jarzącą się czerwienią krwi napływającej do skóry. Po kilku kąpielach, zapisałem się na, jak mi się wtedy wydawało, strasznie durny plan marcowego przepłynięcia Warty wpław. Teraz wiem już na pewno, że był durny, ale wart wspomnień. Chłód wody odbierał płucom oddech, prąd znosił z dużą prędkością, a w głowie jedna myśl „Ja pierdolę, utopię się”. Przeżyłem.rok moich pierwszych razy

Triathlon nową pasją

W końcu przyszedł czas na pierwszy triathlon. Taki malutki, próbny, żeby wiedzieć jak to jest. Triathlon Lwa, jak jego doniosła nazwa głosiła, był jedynie spacerkiem, który i tak wyjątkowo napędził moją nowa pasję. Dystans supersprintu wymagał ode mnie godziny czasu, ale był doskonałym sprawdzianem przed głównym startem triathlonowym, czyli Enea Poznań Triathlon 1/4 IM. I to było dopiero niesamowite wyzwanie jak na mój staż treningowy. Poziom adrenaliny i nerwów sięgał stanu krytycznego, tabletki uspokajające, trochę tłumiły emocje, ale i tak czułem się jak szczeniak zagoniony do kąta. Dopiero kiedy chór zawodników wydał okrzyk bojowy, hymn triathlonu poleciał z głośników, a wystrzał z armaty ogłosił start, strach zaczął przekuwać się w motywację, która napedzała mięśnie. Czas 2:43:49. Piękne wspomnienia i przedsmak tego co czeka na całym dystansie Ironman. W ramach uzupełnienia we wrześniu popełniłem na sobie 100 kilometrowy wyścig kolarski Poznań Bike Challenge w czasie 2:50:32, na którym niemal płakałem z bólu. Do tej pory nie udało mi się ponowić takiego „sukcesu” dystansowego na rowerze.

rok moich pierwszych razy

 

Adrenalina na nowym poziomie – I belive I can fly

Pomiędzy tymi znakomitymi wydarzeniami chciałem spróbować jeszcze czegoś innego. Czegoś co wzbudzało mój prawdziwy strach. Chociaż wielu może się to wydawać dziecinną igraszką, dla mnie skok z 44 metrów na linie Dream Jump był czymś, co zmusiło mnie do napisania krótkiego testamentu. Cholera do tej pory jak przypomnę sobie chwilę w której spoglądałem z dachu wrocławskiego stadionu, żeby za moment nie czuć już gruntu pod stopami, serce zamiera mi na kilka sekund. Terapia szokowa. Do tego kilka dni później zaznałem dyskusyjnej przyjemności nauki pływania na desce wakeborad, Wielokrotnie roztrzaskując się z wielkim hukiem i pluskiem o taflę wody. Jednak i tym razem po 30 minutach już śmigałem z gracją baleriny po wzburzonych falach jeziora. I tylko czasami ktoś z obsługi krzyczał pytając czy wezwać ambulans, widząc jak wody rozstępują się pod uderzeniem mojego kasku.

Biegi, rekordy i pierwszy maraton

Jeszcze w kwietniu zacząłem sezon biegowy znakomitym otwarciem jakim był Poznański Półmaraton. Biegłem szybciej niż zamierzałem, a i tak czułem, że jeszcze mogło być lepiej. Czas na mecie 1:46:21 w pełni mnie usatysfakcjonował. Później pokonywałem kolejne biegi na 10 km w których najlepszymi były Szpot Swarzędz, Bieg Piotra i Pawła, Survival Race i Luboński Bieg Niepodległości, na którym zdobyłem swoją życiówkę wbiegając na mecie w czasie równo 44 minut 30 sekund.

Ostatnim biegowym wyzwaniem, a jednocześnie najtrudniejszym był mój pierwszy królewski dystans. Ukończenie Poznań Maraton był wyjątkowym sprawdzianem dla nóg, zresztą jak dla całego ciała i umysłu. Wyjątkowy. Chociaż koniec biegu był droga przez mękę. Zrealizowałem swój cel i dotarłem do mety poniżej 4 godzin. Czas 3:56:21. Po biegu dochodziłem do siebie przez kilka dni. 

rok moich pierwszych razy

 

Czym był ten rok? Małym sprawdzianem i udowadnianiem sobie, że nigdy na nic nie może być za późno. Wszystko o czym marzymy, wszystko czego pragniemy, można zrealizować bez względu na to, co robiliśmy wcześniej i kim byliśmy. Zmiany są możliwe, a zaczynają się w głowie. Wystarczy wybrać swój cel, obrać odpowiedni kierunek i iść nie odwracając się za siebie. Nie czekać na dogodny moment, bo ta szansa, ten czas jest własnie teraz, w chwili w której podjąłeś decyzję co chcesz osiągnąć. Nie musisz być najlepszy, nie musisz być większy od innych. Wystarczy, żebyś spojrzał w tył i widział, że jesteś lepszy od siebie sprzed roku. 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Zaczynasz biegać? Musisz to mieć!!!

Next post

Jak jeździć ekonomicznie. 16 zasad oszczędnej jazdy

12 komentarzy

  1. Malgorzata Wrzesińska
    13 stycznia 2015 at 12:07 — Odpowiedz

    Piotrze – gratuluję Ci owocnego roku 2014 i bloga z którego możesz być dumny.

    Medale prezentują się wspaniale i … czego Ci życzyć w tym roku ?

    Przede wszystkim dobrej zabawy, nowych doświadczeń biegowych i blogowych, dużej dozy energii oraz … jeszcze więcej tych „pierwszych razów” . Pozdrawiam serdecznie 🙂
    Malgorzata Wrzesińska ostatnio opublikował…A może…?My Profile

  2. Kluseczka
    13 stycznia 2015 at 12:34 — Odpowiedz

    Kurcze… tyle pasji na raz?! I wszystko w jeden rok… Gratuluję. Ja nie umiem z siebie wykrzesać tyle zamiłowania do wysiłku fizycznego. 🙁

    U mnie z pierwszymi razami w 2014 r. to raczej słabo… może po za „pierwszy raz się zaręczyłam”. I to by było na tyle. W sumie chyba dlatego nie próbowałam nawet pisać podsumowań tego co było / co zostało osiągnięte.

    Ale mam taki plan na ten rok, plan który razem z moimi The Best Friends wymyśliliśmy: każdy z nas zakłada w tym roku pudełko (ozdobić, pomalować albo i nie, jak kto chce) i do tego pudełka wkładamy kartki z zapisanymi najważniejszymi dla nas chwilami w 2015 r. i będziemy to odczytywać w nowy rok. 🙂

    No… a co do mojego whisky i zupek chińskich. Ja wypiłam dość dużo, bardzo dużo jak na kobietę więc to pewnie przez to tak zdychałam. No i piłam czystą, nie „drinka z colą”. 🙂
    A zupki chińskie generalnie nie występują w moim domu, nie jadam tego. Jedynie makaron jako zamiennik ryżowego w różnych sałatkach, ale to rzadkość. Po prostu Nieślubny Znajomy poszedł do sklepu i miał wymyślić kolację – widać był tak samo leniwy i zmęczony jak ja 🙂

    Pozdrawiam!

  3. Ava Valk
    13 stycznia 2015 at 14:10 — Odpowiedz

    Podziwiam! Gratuluję! Zapisuj tak pięknie i aktywnie kolejną księgę na 365 dni 🙂
    Ava Valk ostatnio opublikował…Karp po azjatycku – Asiatic carpMy Profile

  4. Anka Wirtualna Koleżanka Fit
    13 stycznia 2015 at 15:03 — Odpowiedz

    Gratuluję! Fajne przeżycia 🙂 Dużo w nich pasji 🙂 Życzę szczęścia w NR Pozdrawiam 🙂
    Anka Wirtualna Koleżanka Fit ostatnio opublikował…Austria, Zillertal – snowboard.My Profile

  5. Justa
    14 stycznia 2015 at 12:18 — Odpowiedz

    Gratuje udanego 2014 jest się czym chwalić !
    Życzę jeszcze lepszego 2015
    Justa ostatnio opublikował…Zagadka Sfinksa !!My Profile

    • 15 stycznia 2015 at 12:39 — Odpowiedz

      Dzięki Justyna. Ty również masz za sobą świetny rok 🙂

  6. Agnieszka SportyGirl
    15 stycznia 2015 at 00:08 — Odpowiedz

    Dużo tych pierwszych razy u Ciebie i cieszę się, że zdecydowałeś się na bloga, bo bardzo lubię Cię odwiedzać
    Agnieszka SportyGirl ostatnio opublikował…Dobre MyśliMy Profile

    • 15 stycznia 2015 at 12:33 — Odpowiedz

      I ze wzajemnością:) Tez lubię wpadać sprawdzać co tam słychać 🙂

  7. Ewelina
    15 stycznia 2015 at 21:43 — Odpowiedz

    Wow! Takich ludzi lubię! Ogromna motywacja 😉 Trzymam kciuki, żeby ten rok był dla Ciebie tak samo udany!

  8. Mały Bezglutek
    17 stycznia 2015 at 11:19 — Odpowiedz

    Piotrze, gratuluję i ogromnie podziwiam!
    Kocham sport wielką miłością i uwielbiam czytać o sukcesach innych osób. Ten rok zdecydowanie przyniósł Ci wiele nowości, ale przypuszczam, że też radości :). Kanapowcowi ciężko sobie wyobrazić, że w tak „niewiele” czasu można rozwijać tak wiele pasji i jeszcze na takim stopniu zaawansowania. A jednak!
    Podoba mi się tutaj i coś czuję, że będę wpadać częściej.
    Życzę kolejnego, udanego roku i wielu sukcesów!
    Pozdrawiam! 🙂
    Mały Bezglutek ostatnio opublikował…Biszkoptowe kokosanki (bez glutenu i mleka)My Profile

  9. Datewitfit
    21 stycznia 2015 at 14:50 — Odpowiedz

    Emocjonujący, aktywny rok! 🙂

    Też mam za sobą pierwszy maraton w 2014r. w podobnym czasie..:)
    Pozdrawiam!
    Datewitfit ostatnio opublikował…Efekty po Focusie T25 – podsumowanieMy Profile

  10. Ania
    22 stycznia 2015 at 19:42 — Odpowiedz

    Hej hej 🙂 w końcu i ja dotarłam do Ciebie. Czytam i cieszę się razem z Tobą, bo dokladnie wiem jak sie czujesz. Ja myślałam, ze to u mnie sie sporo dzieje… Cóż kolejny rok to nowe możliwości 🙂 Będę zaglądać i motywować się 😉 Ściskam!
    Ania ostatnio opublikował…Napnij brzuch!My Profile

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *