0
Shares
Pinterest Google+

poznań bike challenge

Pierwsza moja setka, pierwszy wyścig kolarski i totalne wyczerpanie baterii.

Poznań Bike Challenge, to jedna z ciekawszych imprez. Ponad 1750 osób na dystansie 100 kilometrów, a łącznie blisko 3 000 startujących rowerzystów. Było fantastycznie. Teraz tak mogę powiedzieć, bo już zapomniałem jak wyglądały ostatnie 22 kilometry. Wyczerpanie, głód, pragnienie i irytująca bezsilność w nogach. Reszta była przyjemną igraszką z pedałami.  

Pakiet odebrałem w czwartek wieczorem, bezproblemowo. Koszulka, jakieś żele, śmieszna czapka kolarska i oczywiście numerki do obklejenia roweru, kasku i siebie. To były zawody na których pokazałem jaki ze mnie amator. Bez ładowania węglowodanami, bez śniadania i z wielką chęcią jazdy na przedzie grupy kolarskiej, tracąc jeszcze więcej sił. Następnym razem będę więcej myślał. Przynajmniej tak mi się wydaje, a na pewno rano zjem śniadanie. 

poznań bike challenge

Sama impreza była wybitnie niedogodna dla kierowców, tylko co mnie to właściwie interesuje. Pominę to i powiem, że świetnie się jeździ przez centrum miasta, wchodząc w pochyle w ostre zakręty. To było wyjątkowo przyjemne uczucie widząc przed sobą pusta drogę w centrum miejskich zabudowań. Później trasa przeniosła się na drogę z Poznania do Gniezna, gdzie w całkiem niezłej grupie sunęliśmy po gładkim asfalcie. Koła przyjemnie się toczyły i pewnie dlatego co chwilę kusiło mnie, żeby brać ciężar oporów powietrza na siebie i wyjeżdżać na początek grupy. Co za głupota. A mogłem się ukrywać za plecami i zbierać siły na ostatnie kilometry. 

poznań bike challenge

Za Pobiedziskami skręt na Lednogórę i szosa nie była już tak gładka. Nieco popękana przez co nie potrafiłem na niej utrzymać prędkości. Z każdym kolejnymi metrami powoli uciekała mi grupa w której jeszcze niedawno jechałem na początku. Ech, brak doświadczenia. Jadę dalej poprzez małe wioski, poprzez malownicze pola i lasy wciąż czując się tak bardzo samotnie. Po jakimś czasie docieram do punktu wodopojowego. Rezygnuję z wzięcia wody, bo widzę, że mam jeszcze pół butelki. Mniej więcej w tym samym momencie wpadam w jakąś wyrwę w asfalcie i butelka wypada z koszyczka na bidon. Cudownie. Dalej lecę bez wody. W końcu tylko 25 kilosów do następnej stacji wodopoju. 

Po drodze widziałem kilka wypadków, a dwa w trakcie realizacji. Jedno to jedynie wpadnięcie na siebie dwóch rowerzystów, ale drugi to był prawdziwy wyczyn ewolucyjny. Chłopak przeleciał przez kierownice i wykonywał takie fikołki, że przy tej prędkości wpadł do rowu razem z turlającym się rowerem. Po czym się pozbierał i wstał, a sędziowie przydzielili same 10 za akrobacje. Dobrze, że nic się nie stało. 

Po 78 kilometrze było już ze mną źle. Uda się obraziły i odmówiły współpracy. Czułem w mięśniach taką nieznośną lekkość zwaciałych kończyn i brak energii do dalszego pedałowania, a każda górka wydawała się szczytem nie do zdobycia.  Głód odzywał się coraz bardziej. Na ostatnim kilometrze dostałem banana od chłopaka który jechał na feldze i mogłem trochę podładować baterię. 

poznań bike challenge

Nareszcie meta. Przejechałem. Ostatnie metry które pokonywaliśmy do strefy odpoczynku były już wybitnie ciężkie. Nie chciało mi się już pedałować, a po zejściu z roweru trzasłem się jak narkoman na głodzie.

Miejsce 401 na ponad 1750 osób 

Czas :  02:50:32 

Średnia prędkość na 100 km : 35,4 km/h

Dostałem medal, wielki i ciężki. Tak ciężki, że przy tym zmęczeniu chciałem się go jak najszybciej pozbyć. Doczołgałem się do jedzenia, objadłem arbuzami, pomarańczami i czekoladkami. Dostałem wielką bułkę hamburgera i małe lody. Pożerałem wszystko, starając się przywrócić system mowy do normy i opanować drżenie zmęczonego ciała. Nigdy jeszcze się tak nie czułem. Jednak teraz wiem, że Poznań Bike Challenge, to była świetna impreza i mam nadzieję, że takich będzie więcej. 

  

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Spodenki Compressport. Czy warto?

Next post

W końcu się udało - Nowy rekord na 10 km :)

11 komentarzy

  1. Sylwia M
    17 września 2014 at 13:00 — Odpowiedz

    GRATULACJE !
    Świetne miejsce, na tylu startujących to pięknie Ci poszło, a właściwie pojechało.
    No nie, z tym brakiem śniadania to przesadziłeś 🙂

    • 17 września 2014 at 13:36 — Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 Tak będę miał nauczkę, żeby następnym razem przed zawodami już o tym pamiętać 🙂

  2. Castroviejo
    18 września 2014 at 11:04 — Odpowiedz

    Na szosie jechales czy mtb?

    • 18 września 2014 at 11:15 — Odpowiedz

      Na szosie. Zacząłem w tym roku na rowerze jeździć no i muszę przyznać, że rower szosowy daje dużo większa przyjemność.

      • Castroviejo
        18 września 2014 at 11:28 — Odpowiedz

        A, bo tak czytam czytam o tym sniadaniu, przygodach z jedzeniem i piciem, mysle sobie, pewnie czas 4h, a tu 2:50 – ładnie 🙂
        Ja mialem 2:53 na crossowym, ale bez przygod i praktycznie optymalnie, raczej niczego wiecej zrobic nie moglem, zeby bylo szybciej 🙂

        • 18 września 2014 at 11:32 — Odpowiedz

          Nie mam pojęcia jak się jedzie na crossowym, ale jestem przekonany, że znacznie ciężej – większe opory, tarcie kół. Tak, że wielkie gratulacje, bo musisz mieć niezłą parę w nogach 🙂

          • Castroviejo
            18 września 2014 at 11:45

            Dzieki, no ja deklarowalem 30km/h, sektor E, a skonczylo sie na 34,5km/h, wiec jestem b. zadowolony, chociaż najlepszy na nieszosowym miał czas 2:42 🙂
            Moze za rok i moze na szosie, bo ja dla odmiany nigdy na szosowce nie jechalem

  3. Olek
    18 września 2014 at 12:20 — Odpowiedz

    Idę o zakład, że ze śniadaniem byłoby kilka minut lepiej 😉

    Masz mnie na fotce (nr. 507)

    Fajna relacja, Pozdrawiam.

    • 18 września 2014 at 12:30 — Odpowiedz

      Tak własnie myślę. Swoja drogą dobrze, bo będzie co poprawiać w przyszłym roku. Dzięki 🙂 Pozdrawiam

  4. Kinga Wiemann
    18 września 2014 at 22:09 — Odpowiedz

    super!! rejony mi znane 😉

  5. […] nie­daw­nych zawo­dach kolar­skich Poznań Bike Chal­lenge umie­ra­łem. Prze­jazd 100 km, kosz­to­wał mnie wię­cej bólu i ener­gii niż się […]

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *