0
Shares
Pinterest Google+

Cykl moich ulubionych pięciokilometrowych biegów zakończony. W sobotę odbył się ostatni bieg City Trail Poznań i jak zwykle na starcie zgłosiło się kilkaset osób, które chciały pobiec dookoła jeziora Rusałka. Udało mi się wybiegać nowy rekord, ale jak zwykle trochę zawaliłem sprawę.

City TrailDobrze jest dłużej pospać, a jeszcze lepiej po spaniu długo leżeć bezczynnie wpatrując się w sufit, analizując ciszę i absolutny brak myśli. Doskonały odpoczynek, który po tygodniu ciągłego spięcia psychicznego pozwala odżyć, wyciszyć się, delektować rozgrzaną pościelą i naturalnie spóźnić się na bieg. Teoretycznie byłem już o 10:45, ale bez numeru i chipa, nie dane by mi było biegu ukończyć. Do biura zawodów miałem 2 kilometry, a trasa ta była trudna i wyboista przy tym pełna bestii przeróżnych. Właściwie, to w drodze po pakiet już byłem przekonany, że biuro mi zamkną, w biegu nie wystartuję i wrócę z podkulonym ogonem, przeklinając przy tym soczyście. Widząc tłumy maszerujące na start miałem ochotę nawrócić i odpuścić. Jednak nie uległem negatywnemu myśleniu i udało się odebrać chip, a w kolejne 5 minut pokonać następne 1,5 km do lini startu. Ach ta motywacja, ach to zmęczenie.

Na ten ostatni start byłem oczywiście odpowiednio przygotowany. Miałem żel i guaranę jako doskonałe wspomagacze mojej walki o kolejne sekundy. Tylko, że zostawiłem je w domu, to i mało mi pomogły. Czyli jak zwykle zawaliłem sprawę i mogłem liczyć jedynie na siebie, a  jak już się przekonałem nie byłem odpowiednią osobą do lokowania nadziei na dobry start. Cóż, była jeszcze muzyka, ale zamiast listy biegowej z ostrą nutą włączyła mi się jakaś ogólna i w ten oto sposób miałem okazję stawiać kolejne kroki przy kawałkach z Krainy Lodu Disneya. No ogień normalnie. 

City TrailW każdym razie. Mimo kłód, które rzucałem sobie pod nogi, mimo słabej muzyki, a także mimo wszystko, dotarłem do upragnionej linii mety popełniając finisz w tempie 3:21, co pozwoliło mi podtrzymać w głowie boski obraz siebie. Tak bardziej poważnie, to jestem bardzo zadowolono, że udało się rozpocząć sezon od małych rekordów, bo i tutaj poprawiłem swój czas o kilka sekund przebiegając 5 km w czasie 20 minut 57 sekund. Tym samym brakuje mi tylko 58 sekund do zejścia poniżej 20 minut. To już przecież drobniaki. 

Pogoda dopisała, słońce wiosennie przygrzewało, a głowa oczywiście gdzieś w chmurach, czerpiąc radość z tak fantastycznych okoliczności przyrody. Naturalnie cieszę się, że sezon zaczyna się od nowych, lepszych rezultatów, a przy tym wizja osiągnięcia wymarzonego czasu na 1/2 IM coraz bardziej realna. 

 

 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Szybkie czytanie. Dwukrotna poprawa w ciągu 15 minut.

Next post

Przechodzisz na dietę? Większość z nich jest szkodliwa

5 komentarzy

  1. Eryk
    9 marca 2015 at 22:07 — Odpowiedz

    i nawet na zdjęciach nie wyglądasz tak jak zawsze… Jakbyś chciał zabić fotografa 😀 Byłeś na szkoleniu z uśmiechania się podczas biegania? 😉

    • 9 marca 2015 at 22:09 — Odpowiedz

      Ha ha ha to teraz mnie rozwaliłeś 🙂 a myślałem ze zawsze wyglądam przyjaźnie 😉

      • Eryk
        9 marca 2015 at 22:15 — Odpowiedz

        musisz bardziej wnikliwie przejrzeć galerie to zobaczysz, że coś jest w moich słowach 😀 Gratuluje rekordu 🙂 i widzimy sie na wręczeniu medali 🙂

  2. Andrzej
    10 marca 2015 at 19:21 — Odpowiedz

    Nieudany start wcale nie oznacza nieudanego biegu 😉 Według mnie wygrałeś samą zawziętością, no i dolicz sobie kilka km rozbiegania po czip 😀 Gratulacje sukcesów, no i zajrzyj czasami do mnie 😉

  3. Małgorzata Wrzesińska
    10 marca 2015 at 21:39 — Odpowiedz

    Piotrze gratuluję ci tej determinacji i ukończenia cykli biegów no … a o czasie już nie wspomnę .

    Tak obserwuję Twojego bloga i widzę progress 🙂 Jeszcze raz serdecznie gratuluję i pozdrawiam 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *