0
Shares
Pinterest Google+

Kiedy trafisz na ścianę i każdy krok staje się coraz trudniejszy. Kiedy biegnąc po asfaltowej trasie, masz wrażenie że stąpasz po igłach, a nogi stają się drewnianymi kołkami bez chęci współpracy. I kiedy mimo to wszystko, wciąż biegniesz do mety. Wiesz, że możesz przełamać w sobie każda słabość. Chociaż ciało może być już wycieńczone, to głowa wciąż stara się dodawać otuchy. Krzyczy, prosi, mówi łagodnym cichym tonem, a czasami drze się, że DASZ RADĘ!! Bo musisz dać. Przecież nie zejdziesz z trasy? Nie po to tutaj jesteś, żeby się poddawać. Maraton zaczyna się na ostatnich kilometrach. 

Cel był taki, żeby przełamać czas 3:30 na Orlen Warsaw Maraton i na taki się przygotowywałem. Nie byłem pewien czy dam rade, bo zawsze jest jakaś niewiadoma. Na tydzień przed maratonem stwierdziłem, że pobiegnę z tempem na 3:15 od początku i się zobaczy jak wyjdzie. Takie tam ryzyko. Po półmaratonie w Poznaniu czułem się na tyle mocny, żeby przynajmniej spróbować. Ale też nie traktowałem tego jako mus, bardziej jako test dokąd dobiegnę z tą prędkością. Wiedziałem, że tydzień od półmaratonu jeszcze nie zdążyłem się w pełni zregenerować, ale to nie było ważne. Wszystko to ma być tylko zabawą, a bieganie to właśnie zabawa.

bieg, biegacz, bieganie, blog biegacza

No i jest pięknie. Pasta party wyjątkowo udane. Bez kolejek, bez stresu i smakowicie. Zresztą tak jak cała organizacja biegu. W dniu maratonu deszcz na szczęście nie pada, mimo wcześniejszej nieprzyzwoitej prognozy. Tylko poranek mroźny, chłodny, wietrzny, aż jajka kulą się bezradnie w obcisłych spodenkach szukając ciepła i opieki 😀 Marzną stopy, marzną dłonie i marznie wszystko inne. Budzik zaspał i wstaje pół godziny później niż zaplanowałem. Jednak daję radę się szybko wystroić i pół godziny później czekam już na tramwaj. Wsiadam na tyle, gdzie w otwierających się drzwiach zastaję gęstą ścianę niewypowiedzianego zapachu. Szybko zlokalizowałem jego źródło, zatrzymując wzrok na trójce śpiących Żulasków. Na palcach przechodzę na przód wagonu, by nie zbudzić tych księżniczek, jednak zapach roznosi się równomiernie wszędzie. Jednak jak żul jedzie tramwajem, to tramwaj jedzie żulem. Odwieczna prawda. W końcu dotarłem do Stadionu gdzie cała zabawa własnie się rozkręca.

Na starcie jakaś tam rozgrzewka w cieniu Stadionu Narodowego, który nie jest tak biały i czysty jak mi się w TV wydawało, ale ogólnie spoko jest. W głośnikach coś tam mówią. Nie wiele słyszę, skupiając się na zamarzaniu. Toi Toie jak zwykle tłumnie oblegane, spiker coś tam opowiada, nerwowe sprawdzanie godziny. Jeszcze chwila do startu. Aplikuję sobie pierwszy żel ALE i zaraz po tym strzał guarany, na pobudzenie. Czekam.

blog biegacza, bieg, maraton, biegacz, bieganie

Na dużym telebimie, zawieszonym w powietrznej przestrzeni, zaczyna się wyświetlać odliczanie, 10…. 3,2,1, START. W górę lecą tysiące białych i czerwonych balonów. Ciśnienie skoczyło i na twarzy pojawił się uśmiech ekscytacji i właściwie pewnej niewiadomej. Bo kto to wie, co się stanie w ciągu tych kolejnych godzin biegu. Trzymam się za pacemakerem na 3:15. I do 20 km tak za nim biegnę bezstresowo, unosząc się lekko w rytmie dubstepowej muzyki, kiedy nagle mi gdzieś zniknął za plecami… może to mój błąd, że go zostawiłem. Dwa kilometry dalej zaczęła się długa 7 kilometrowa prosta pod wiatr i nie miałem grupy żeby się w niej schować. Maraton rozciągnął się gdzieś w polach ziemniaków, gdzie podobno wciąż jest Warszawa, ale właściwie to nie masz pewności czy wrócisz jeszcze do cywilizacji. Nie było osłony przed wiatrem i każdy kilometr kosztował więcej. Siły traciłem podwójnie, błąkając się w jakiś wąskich uliczkach gdzie dalej wiatr utrudniał bieg. Pół trasy pod wiatr. Masakra. Cała ta utracona siła zaczęła się mścić po 32 kilometrze, kiedy nie mogę już utrzymywać zakładanego tempa i po woli zwalniam. Na szczęście rezerwa czasu jest na tyle duża, że mogę się jeszcze zmieścić w moim zakładanym czasie 3:30. Po drodze zjadłem już dwa żele ALE na 12 i 25 kilometrze i teraz wiem, że to za mało. Potrzebny jest jeszcze trzeci na 34 kilometr. Następnym razem będę o nim pamiętać. Głodny jestem potwornie, a budki z kebabem nigdzie.

blog bieganie, biegacz, piotr krzymiński, bieganie, biegi

W końcu meta i koniec drugiej połowy, tej wietrznej połowy maratonu. Wbiegnięcie na metę jest jak zwykle wyjątkowe. To są najszczęśliwsze sekundy, kiedy przed oczami pojawia się meta. Linia za którą wszystko się kończy. Całe to zmęczenie i czas zostawiasz za sobą. Wszystkie te złe myśli, grymasy twarzy i krople potu opadające na asfalt. Wszystko to gubi się gdzieś w odległych wspomnieniach. Szczęście jest wprost proporcjonalne do wysiłku jaki włożyłeś w jego ukończenie . Zmęczenie jest tylko chwilą, o której zapominasz kilkanaście minut później. Smak wody, na mecie jest najlepszym nektarem jaki mogę sobie wyobrazić.

Maraton dodaje energii, napawa dumą, siłą i chce się więcej. Wiesz że możesz przełamać wiele swoich słabości, wiesz że ból kształtuje twój charakter, wytrzymałość, chęć walki. I po jego zakończeniu myślisz już o następnym. Radość jest wielka. Dopiero po czasie przychodzą myśli o lepszym wyniku, nowej strategii i błędach, ale i one nie mogą przyćmić poczucia zwycięstwa. Każdy chce się rozwijać, ale przede wszystkim liczy się dobra zabawa. Taka bez stresu o wynik, bez napinki i traktowania tego jako obowiązek. Jeśli nie możesz spać bo nie wiesz jaki będziesz mieć rezultat, to twoja zabawa się skończyła. Dla tego dla mnie to wciąż dobra zabawa. Jestem mega dumny, że ukończyłem w założonym czasie i nie mam niedosytu z tego startu. Jest tylko rozbudzony apetyt na kolejny długi bieg w którym znów zmierzę się ze samym sobą.

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Pierwsze Wiosenne Rower - owanie. Słońce Dodaje Energii.

Next post

ALE BCAA GLUTAMINE

5 komentarzy

  1. 29 kwietnia 2016 at 22:19 — Odpowiedz

    Grunt, że wciąż liczy się zabawa, a nie chora pogoń za sekundami… No i oczywiście walka z najtrudniejszym przeciwnikiem czyli samym sobą. Gratuluję!
    Blog Kulturystyczny ostatnio opublikował…Jak schudnąć? Rotacja węglowodanów – Carb CyclingMy Profile

  2. 8 maja 2016 at 22:26 — Odpowiedz

    Gratuluję chęci, samozaparcia i naprawdę dobrego wyniku. W życiu najważniejsze jest to, aby mieć cel i uparcie do niego dążyć, bo nasze cały życie składa się z planów, marzeń i nieskończonej ilości postanowień, które są dla nas za każdym razem celem do zrealizowania.
    Paweł ostatnio opublikował…Pompy ciepła powietrze – woda dużych mocyMy Profile

  3. Justyna
    20 maja 2016 at 01:39 — Odpowiedz

    Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.
    Ja też ostatnio biegłam w takim biegu, mimo, że nie zajęłam pierwszego miejsca to byłam mega dumna z siebie, że w ogóle dałam radę przebiec i nie zrezygnowałam. 28 maja mam zamiar pobiec w biegu organizowanym w Gdańsku tak zwanym biegu dla twardzieli, zapowiada się niezapomniana przygoda a dochód z biegu będzie przekazany na cele charytatywne więcej informacji jeśli chcecie to tutaj może ktoś się dołączy http://warriorsrun.com.pl/idea-biegu.html aaa i jeszcze dodam, że uczestnicy będą wykonywali takie zadania, jak kandydaci na członków jednostek specjalnych. Zadania przygotowują byli żołnierze GROM-u oraz weteranami z Afganistanu

  4. 20 maja 2016 at 08:01 — Odpowiedz

    That’s a sharp way of thnkiing about it.

  5. 18 sierpnia 2016 at 13:56 — Odpowiedz

    Też szykuję się do startu w maratonie w październiku, nie mogę się doczekać. Pozdrawiam
    Robert ostatnio opublikował…Wpis testowyMy Profile

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *