0
Shares
Pinterest Google+

III Bieg City Trail Poznań, ach cóż to był za dzień. Piękna, słoneczna i bezwietrzna pogoda, zieleń traw i błękit mieniącego się jeziora pozytywnie nastrajały tłumy biegaczy, którzy tego dnia przyszli nad brzegi Rusałki. Ptaki śpiewały zagrzewając wszystkich do biegu, okoliczne zwierzęta, przeżuwając kolejne kęsy zieleniny, z powagą przyglądały się rosnącej grupie kolorowych ludzi, a żaby, jak to żaby wesoło i bezmyślnie rechotały. 

Wtem rozległ się dźwięk rogu dający sygnał do startu i wyruszyli wszyscy w jedności stawiając krok za krokiem lekko i namiętnie, wznosząc w powietrze tabuny kurzu. Delikatne muśnięcia ożywczej bryzy przeczesywały ich włosy, a cień raz po raz dawał schronienie przed wszechobecnymi promieniami porannego słońca. Biegło się cudownie, a każda chwila była rozkoszą duchową, której można zaznać tylko w te wyjątkowe dni. 

W okolicznych kwitnących kolorowym kwieciem alejkach ustawiali się kibice, którzy swoimi przyśpiewkami motywowali do szybszego biegu. Uśmiechów i sympatycznym spojrzeniom nie było końca. Błyski fleszy aparatów padały z każdej strony i wszyscy mogli się poczuć jak Usain Bolt ustanawiający nowy rekord świata.

Kolejne kilometry mijały szybko, tak szybko, że pęd zerwał mi z buta chip startowy i już go odnaleźć nie mogłem. Gdy spostrzegłem to przykre zaginięcie odwróciłem się przeklinając delikatnie aczkolwiek stanowczo. Przystanąłem, a nawet trochę się cofnąłem tracąc kolejne drogocenne sekundy, po czym stwierdzając, że szukanie nie ma sensu, pobiegłem przed siebie z niepewnością oczekując tego, co nastąpi na mecie. Zgubę zgłosiłem i ważne, że bieg zaliczony, chociaż czas niestety dokładny nieznany. Cóż jednak znaczy czas w tak przemiłych i sielankowych okolicznościach. Nic.

A tak poważnie, to było zimno jak w psiarni, wiatr przewiewał kości na wylot i tylko deszczu zabrakło do dopełnienia arktycznego horroru, który można było przeżyć przed startem. Z podziwem i dygotaniem zębów spoglądałem na tych którzy przyszli w krótkich spodenkach i koszulce. Przerażające. Po całej tej eskapadzie wylądowałem w łóżku lecząc się grzanym piwem 🙂 W każdym razie obraz biegu, który sobie wyobraziłem spodobał mi się znacznie bardziej, niż chłodna rzeczywistość.

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Powrót po roztrenowaniu jest ciężki

Next post

Jak wykryć kłamstwo z ruchu oczu.

4 komentarze

  1. Eryk
    22 grudnia 2014 at 11:32 — Odpowiedz

    nie dramatyzuj 😉 nie było aż tak źle 😀 🙂

    • 22 grudnia 2014 at 12:32 — Odpowiedz

      mi tam dupa przebiegiem wymarzła. Powinni koksowniki ustawiać na polance 😉

  2. Eryk
    22 grudnia 2014 at 16:42 — Odpowiedz

    Miesiąc temu było jeszcze gorzej 🙂

  3. Zdeterminowana Ana
    22 grudnia 2014 at 23:08 — Odpowiedz

    A ja nie biegałam już trochę czasu. 🙁
    Pogoda mnie troszkę przeraża i dlatego ćwiczę w ciepłym domku. 😀
    Zdeterminowana Ana ostatnio opublikował…Top 5 filmów świątecznych Zdeterminowanej AnyMy Profile

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *