1
Shares
Pinterest Google+

Biegi po górach. Biegi po górach nigdy nie wyglądają tak samo. Przynajmniej tak mówią zatwardziali ultramaratończycy, których miałem okazję poznać w Krynicy. Przez ich zwariowany zapał postawiłem swój pierwszy krok w górskich biegach i wziąłem rozpęd na dłuższe trasy, niż ukończone 34 kilosy. 

festiwal biegowy bieg górski krynica zdrój
Chwilę przed startem. Gdzieś na szarym końcu.

Myśl przewodnia na ostatnich kilometrach – K#@&*a!!! Nigdy więcej gór!!! Ilość tego kwiecistego, a zarazem ulubionego słowa polaków, wypowiadana i zasłyszana podczas ostatnich 8 kilometrów biegu, jest tak duża, że momentami samotnie tworzy złożone zdania. Intonacja natomiast i odpowiednia niewymuszona mimika twarzy, w kompozycji z tym zacnym słowem, wystarcza za całą relację z wcześniejszej drogi. Większość trasy mija jednak w ciszy, gdzie tylko górskie echo naśmiewa się z grupowego sapania biegaczy.

W tym pierwszym górskim biegu biorę udział całkiem przypadkiem. Przypadkiem, bo jechałem na PZU Festiwal Biegowy tylko odpocząć.  Napić się piwa na trawiastym zboczu, zresetować się totalnie i wcale nie miałem ochoty biegać na długich dystansach. Coś nie wyszło. Zaraz po przyjechaniu, natchniony rozmowami ultrasów, startującymi na dystansach 100 i 66 kilometrów, zapisuję się na 34 kilometrowy bieg górskimi szlakami. Wiadomo, dla zaprawionych to tylko rozgrzewka, ale od czegoś trzeba zacząć. Dodatkową motywacją do działania jest atmosfera i blisko 10 000 biegaczy startujących na różnych dystansach tego festiwalu. W mieście też cieszą się z tak dużego zjazdu biegaczy. Niemal każda knajpa na potrzeby tego weekendu do menu dorzuca makaron z sosem, a za bulionówkę z 27 makaronami typu rurka polanymi sosem bolognese muszę zapłacić 19 zeta. Wygląda na to, że górscy rozbójnicy wciąż żyją.

bieg górski pzu festiwal biegowy

Czytam regulamin biegu, sprawdzam profil trasy i dopada mnie zwątpienie. Okazuje się, że jednak nie do końca zostałem pozbawiony wyobraźni. Szczerze to mam zamiar przepisać się na jakieś zwykłe biegi. Nieznane momentami przeraża. Moje buty na średnie asfaltowe dystanse, na górskich trasach nie spełniają funkcji przyczepno-stabilizujących i nieco mnie to martwi. Do tego brak chociażby durnego plecaka z wodą, albo wymaganej regulaminem latarki. Ja pierdzielę, przecież nawet bidonu nie mam. Chociaż z tego wszystkiego najbardziej przeraża mnie fakt, ze już dawno nie biegłem więcej niż 22 kilometry. W końcu jednak ściskam poślady i uznaję, że zobowiązanie zostało podjęte. Teraz, to już mogę tylko ukończyć bieg sam, albo mnie doniosą. 

bieg górski krynica zdrój pzu festiwal biegowy
Taki mały podbieg

Trasa biegu wiedzie z Piwnicznej do Krynicy poprzez góry, doliny inne wzgórki przeróżne. Na start dowożą nas autokary i na miejscu jestem około 10:30. Kolejne półtorej godziny leże na trawiastym brzegu Piwniczanki, patrząc na kłębiące się pod sufitem chmury. Chwilę przed startem ustawiam się na końcu szeregu i  z wielką pokorą czekam na wystrzał. Serce spowolniło, kiedy rozległ się sygnał startu. To już.

festiwal biegowy krynica zdrój
I punkt żywieniowy. 11 kilometr

Pierwsze kilka kilometrów to ciągły podbieg. Później stromo w dół po kamienistym wyżłobieniu, pozostałym po jesiennych roztopach. Ostra koncentracja i połączenia między mózgiem i wzrokiem, żeby wybierać właściwe miejsca podparcia stóp. Początek rzecz jasna nie jest ciężki. Wszystko takie opanowane, przemyślane. Czuję się tak mądrym i świadomym biegaczem, że aż jestem pełen podziwu dla samego siebie. I tak do 11 kilometra gdzie docieram do pierwszego punktu żywieniowego i czuję się wyśmienicie. Najadłem się i ruszyłem w dalszą drogą, już bardziej przekonany o swojej mocy. Teraz biegnę na zasadzie . JUPiiii!! Jestem w górach. Pod długie podbiegi podchodzę szybko wyprzedzając innych, ze stromych stoków staram się przeżyć nie ślizgając się na moich zdartych butach. Od 19 kilometra zbieganie staje się małym horrorem. Kolana już tak mocno przeciążone, że sprawiają wrażenie pozrywanych i chrupoczących. Docieram jednak do strefy i opycham się rodzynkami. Zbieram siły na ostatni etap. Jeszcze tylko 11 kilometrów. Napełniłem mój bukłak po butelce napoju i w drogę.

bieg górski krynica zdrój
Sekundy do mety

Kolejne kilometry mijają, bateria w telefonie padła i ta moja też już powoli słabnie, i zaczyna się już walka z samym sobą; ze skurczami w łydkach i udach, z pesymistycznymi myślami. Odległość wciąż się kurczy. Najważniejsze, to się nie zatrzymać i to mi się udaje. Teraz jest ciągły zbieg, a moje kolana płaczą i wiem jedno; Nigdy więcej nie pobiegnę w górach. To był głupi nieodpowiedzialny pomysł, który odebrał mi całą radość z tych zawodów. Tyle, że właśnie ten ból na ostatnich metrach zawodów, ściskające łydki i ogólne zmęczenie spowodowało wielki uśmiech na twarzy. Łzy cisnęły się do oczu ze szczęścia, że się udało. Odebrałem medal i powoli człapiąc szedłem do hotelu. Nie dając rady, pokładałem się po trawnikach, ale w końcu docieram do pokoju. 2 godziny z nogami w górze, gorący prysznic i jestem jak nowo narodzony. I co? I to, że bieganie po górach jest fantastyczne, ciekawe i jest próbą charakteru. Jest zupełnie inne od biegów ulicznych i stanowi nieograniczone wyzwanie połączone z podziwianiem widoków. Jest wyprawą w świat który można pokochać. Cóż. Moje „NIGDY WIĘCEJ”, zmienia się w „CHCĘ WIĘCEJ” i chcę dalej. Chcę poczuć jak to jest pokonać 100 – 200 kilometrów w biegu. Może pewnego dnia dam radę.

krynica zdrój medal
Koniec biegu zawsze najlepszy. Zawsze.

IMG_1446 IMG_1447 20150912_102220 20150912_102225 — kopia IMG_1425 20150912_102325 IMG_1443

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Ból, który dziś czujesz - Motywacja

Next post

Trzy nowe cykle na blogu o treningu siłowym

2 komentarze

  1. 22 września 2015 at 18:41 — Odpowiedz

    Uwielbiam biegać w górach i tego uczucia nie potrafię opisać prostymi słowami;)

  2. 20 maja 2016 at 08:22 — Odpowiedz

    Furrealz? That’s mauellorsvy good to know.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *