0
Shares
Pinterest Google+

Czyli trzy godzinny spinning na dachu Kupca Poznańskiego

 

W sobotę, w ramach przygotowań do poznańskiego triathlonu odbył się tak zwany maraton spinningowy pod nazwą Enea TriTour Roof Race. Fajna sprawa poćwiczyć na świeżym (no może bardziej miejskim niż świeżym) powietrzu i oglądać miasto z wyżyn. Taki bajer – ćwiczyć na dachu Kupca Poznańskiego.

Chociaż nigdy nie byłem na spinningu, a pedałowanie w miejscu raczej nie uważam, za bogate we wrażenia doświadczenie, to jednak się skusiłem. No dobra zostałem zaszantażowany przez Pana B.B. co to zapisać się na Survival Run nie chciał dopóki ja na spinning nie pójdę 🙂

 

Poszedłem, pojeździłem, nogi swoje wykończyłem i jestem zadowolony. Podczas treningu do boju zagrzewała dobra muzyczka. Przez jakieś 20 minut koncert dawał Pono, resztę czasu pokonaliśmy przy ostrych kawałkach z odtwarzacza.

Jeżeli chodzi o sam trening to naprawdę nudno nie było. Co może wydawać się dziwne. Bardzo przyjemnie zorganizowany maraton. Trzech prowadzących i trzy różne metody treningowe.

Pierwszą godzinę jechaliśmy z Bogumiłem Głuszkowskim – Polskim Ironmanem, który ten morderczy dystans ukończył dwukrotnie w 2005 roku. Pierwsze zawody w Zurichu i drugie najbardziej prestiżowe na Hawajach.

Następna godzinka prowadzona była przez Natalię, która promieniała uśmiechem i ostatnia 3 godzina leciała już pod dyktando Adama.

Podczas maratonu, odbywały się różne, nazwijmy to konkursy, odpalane znienacka. Między innymi, kto pierwszy dobiegnie i przybije piątkę prowadzącemu. Mój wygrany konkurs to najgłośniejsze brawa dla prowadzącej 😀 Nagroda główna – uścisk dłoni i dodatkowo bidon Izumi. Zgarnąłem też druga, identyczną nagrodę za powiedzenie nazwy zespołu, którego piosenka akurat leciała. Oczywiście, że zachłanny nie jestem, jeden bidon oddałem współtowarzyszowi, który katował swoje nogi na rowerku obok. W sumie nagród było jedenaście.

Ostatnie 20 minut, kiedy ustawiłem sobie za wysokie obciążenia nie należał już do najprzyjemniejszych, a zmniejszać ciężarów nie chciałem. Po zejściu z roweru czułem fantastyczną ulgę, że to już koniec 🙂

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Survival - Przygotowani na koniec świata i katastrofy wszelakie

Next post

Czy czujesz w sobie życie?

4 komentarze

  1. Katarzyna
    15 kwietnia 2014 at 20:21 — Odpowiedz

    Żeby 3h jeździć i to w miejscu :p ale chociaż pory dnia się zmieniły :))

    • Apetyt NaSport
      16 kwietnia 2014 at 08:30 — Odpowiedz

      Dużo rzeczy się zmieniało w czasie jazdy. Nie tylko pory dnia 🙂 Raz na jakiś czas można sobie pospinningować 🙂

  2. justa5
    5 maja 2014 at 14:59 — Odpowiedz

    Dobry sport ! 🙂 Nie wiem czy dałabym radę 3 h 😀 Gratuluję! 🙂

    • Apetyt NaSport
      5 maja 2014 at 15:48 — Odpowiedz

      Też miałem wątpliwości 🙂 Dzięki 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *