1
Shares
Pinterest Google+

Każda chwila jest dobra na ćwiczenia, każda myśl jest planem na trening, a każde zdanie o sporcie więcej, powoduje u znajomych ślinotok i załamanie nerwowe. Życie sportowego maniaka nie jest łatwe.

Czasami czuję się jak wariat. Zwyczajnie niezrównoważony umysłowo szaleniec, który w i tak już zwariowanym kraju, ma dodatkowe odchylenie graniczące ze zboczeniem. Uświadamiam to sobie codziennie rano, kiedy unosząc zaspaną lewą powiekę, z grymasem twarzy ucznia liceum wezwanego do odpowiedzi, kieruję swą dłoń w stronę budzika. Znów wygrywa tę samą znienawidzoną melodię – Eye of the Tiger. Piąta rano! Słońce się jeszcze chowa ospale za horyzontem, a ja wstaję jak pracownik porannej zmiany w fabryce czołgów, starając się przy tym o tytuł przodownika pracy wyrabiając 200% normy. 

Kiedy już umęczone truchło po 6 godzinach snu zwleka się z ciepłego łóżka i stopami dotyka zimnej podłogi, do głowy dociera delikatny objaw świadomości – „Boże, jaki ty jesteś durny”. I tak rozpoczyna się kolejny dzień sportowego maniaka. Teraz, kiedy oczy są już na w pół otwarte wszystko zaczyna być prostsze. Szybkie wrzucanie na siebie rzeczy do biegania, przeplatane poranną toaletą i gimnastyką, zwieńczone lekkim przed śniadaniem w postaci banana i soku warzywnego. Czas pobiegać. Wyprostowany, dumnie wypinam klatę do przodu i wyszczerzam kły w życzliwym uśmiechu mijając pukających się w czoło przyszłych pasażerów komunikacji podmiejskiej. Ciekawe co myślą? Grymas twarzy sugeruje jakiś prosty określający mnie wulgarny wyraz, nie wymagający skomplikowanych procesów myślowych. Nie będę wnikać co to za słowo, chociaż mam pewien typ. Przez leśne i polne ścieżki, przy melodii budzących się ptaków i innych płazów dobiegam do końca treningu. Jeszcze tylko trochę podciągnięć, pompek, dipów, przysiadów i można wracać na konkretne śniadanie.  

Czas na pracę. W drodze do niej, jadąc samochodem przez kolejne 40 minut spinam mięśnie rąk, barków i klatki, bo to za długi czas, żeby tak zwyczajnie go przesiedzieć. Zresztą czeka mnie teraz kilka godzin spędzonych w biurowym fotelu, przy niekoniecznie słusznej pozycji ciała. Kręgosłup wysiada, ciało obrasta tłuszczem, a serce wciąż kopie w klatkę z okrzykiem „RUSZ DUPĘ!!” No i ruszam. W przerwie na śniadanie robię szybką Tabatę, kiedy idę do toalety wbijam serię pompek i przysiadów, a siedząc przed biurkiem napinam mięśnie brzucha. Zaraz po pracy trzeba jeszcze skoczyć na siłownię, przenieść trochę złomu i ponapinać się przed lustrem wraz z grupką innych sportowych maniaków. Na koniec jeszcze kilka słów aprobaty i uznania dla swego wysiłku i chęć strzelenia sobie selfi, stłumiona przez kolejkę narcyzów robiących dokładnie to samo. W drodze do domu znów kilka serii spięć mięśniowych dla lepszej definicji mięśni i w końcu czuję sportowe spełnienie. Teraz mogę iść spać z poczuciem satysfakcji. Ach jeszcze 6 Weidera, żeby mieć zajebisty ABS na plaży w Mielnie.

Wiem, ze nie jestem jedyny dla którego aktywność jest wariactwem, a zdrowy sposób na życie szaleństwem. Wiem, że zainfekowanych jest więcej, bo spotykam ich każdego dnia na trasach biegowych, leśnych ścieżkach i siłowniach. W każdym drzemie świr skłonny do wstawania o 5 rano tylko po to, żeby aktywnie rozpocząć dzień. I tylko jemu podobni potrafią zrozumieć dlaczego tak bardzo jara się sportem. 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

7 razy Fit śniadanie. Zacznij zdrowe odżywianie

Next post

Trasa rowerowa - szlakiem kościołów drewnianych wokół Puszczy Zielonki #1

5 komentarzy

  1. 6 maja 2015 at 07:04 — Odpowiedz

    oj tak, tylko na siłowni nie czuję się jak odludek 😀

  2. 6 maja 2015 at 19:49 — Odpowiedz

    Pozdrawiam sportowych wariatów 🙂 Biegowa świruska 😉

  3. 6 maja 2015 at 22:50 — Odpowiedz

    Haha… znam to doskonale 😀 jak nie poćwiczę to czuję się chora 😛 teraz jestem na urlopie i miałam się nie przemęczać (zalecenie lekarza) więc po prostu unikam komunikacji miejskiej i codziennie na piechotkę, spokojnie i bez pośpiechu (mam odpoczywać) pokonuję ponad 20 km, inaczej nie mogę 😛

  4. Fitnesanka
    10 maja 2015 at 22:54 — Odpowiedz

    Też tak mam i czuję się z tym świetnie 🙂 Lubię to robić a jak nie robię, to lubię o tym rozmawiać lub czytać 😀

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *