1
Shares
Pinterest Google+

Jak często słyszałeś, że bieganie odmienia całe życie? Opowieści o zmianie świadomości, poglądu na świat, wewnętrznego wyciszenia, albo wygranej walce z chorobą. Czytałem o alkoholikach, których bieganie wyprowadzało na właściwy, a przynajmniej powszechnie akceptowany, tor życia. Słyszałem o tych, którzy przezwyciężali wady starości, zaczynając biegać dopiero po sześćdziesiątce i zamieniając kolejki do lekarza, na kolejki po pakiet startowy. Ale ja nie jestem ani alkoholikiem, ani nie jestem stary. Więc co mogło się zmienić?

Tak właśnie się zastanawiam, czy ostatnie lata biegania poprawiły coś w moim własnym, małym, wielkim świecie. Bo może to tylko myślenie życzeniowe, takie przekonanie sportowych szaleńców, że bieganie MUSI mieć wpływ na resztę życia. Bo to takie niepoprawne uczucie, że w rzeczywistości oprócz cyferek na biegowym liczniku, znoszonych par butów, odcisków na stopach i zaakceptowaniu biegowej, obcisłej mody nic się nie zmieniło. I obiektywnie oceniając tak właśnie jest. Transformacja na wielką skalę nie dokonała się. Dopiero teraz to, co wykluwało się nieświadomie w te wszystkie treningowe dni, zaczyna przedostawać się do reszty sfer mojego życia i zmiana nastąpi. Zapewne jeszcze w tym roku.

Bo w kwestii sportu zmiany są oczywiste; straciłem jakieś tam kilogramy, poprawiłem swoje wyniki, zwiększałem dystanse i przebiegłem maraton. Mam ten medal i te wrażenia, których nikt odebrać nie może. I co dalej? Jaki ma to wydźwięk na moje życie? Teoretycznie żaden. Teoretycznie, bo nic nie zmienia się z dnia na dzień. Wszystko ma przyczyny i skutki i proces dojrzewania, który trwa pewien okres czasu poza naszą świadomością, aż w końcu się pojawia w postaci iskry zapalnej, potrafiącej rozpalić najdziwniejsze pragnienia i parzyć w tyłek tak, żeby zrobić to tu i teraz. Bez pytania o sens, proces przygotowawczy i rozsądek. Tylko na cholerę komuś rozsądek?

Ten proces trwał i we mnie, a zaledwie kilka tygodni temu, kiedy w końcu głowa wyrwała się poza pewien schemat strachu, myśli zmian zaczęły wykraczać też poza obszar sportowy. Myśli tak odmienne i tak przerażające, że momentami serce staje mi w miejscu, a żołądek zaciska się w silnym uścisku. Czuje, jak wyrywają moje korzenie i przyzwyczajenia wystawiając na próbę moją odwagę. Ospałość i poczucie iluzorycznego bezpieczeństwa przemienia się w chęć poszukania lepszego miejsca do życia. Może zwyczajnie innego. Rozwój, emocje, adrenalina, postęp – te potrzeby zapłonęły we mnie zbyt mocno, żeby to już zawrócić i ugasić. Chociaż nic nigdy pewne nie jest.

Bieganie stało się taką właśnie iskrą podpalającą. Zaprowadziło mnie do triathlonu, a triathlon prowadzi dalej do żelaznego dystansu Ironmana. To tutaj łamane są bariery, maraton staje się tylko ostatnim etapem zawodów i tutaj każdy kto chce go ukończyć musi wyjść poza swoją strefę komfortu. Musi, bo inaczej polegnie. Tak długie przygotowania wprowadzają w człowieku pewien sposób myślenia, który łamie i wzmacnia charakter. Chęć walki w końcu rozlewa się na inne strefy życia. Ten mały sportowy kawałek życia zaczyna wpływać już na wszystko.

I dobrze, że ta iskra w końcu się rozpaliła, bo ile można siedzieć w miejscu. W pewnym sensie wszyscy osiadamy na laurach. Wystarczy pokonać kilka stopni na życiowej ścieżce, żeby już rozsiadać się w najlepsze, całkiem wygodnie, chociaż nie tak bardzo jakbyśmy chcieli i narzekać na to, że nic się nie zmienia na lepsze. Szybkie poddanie się woli losu i rezygnacja z wysiłku do dalszej wspinaczki. Potem już tylko dryfowanie z nurtem rzeki, jak kłoda bez siły i woli, żeby cokolwiek zmienić. Nie idziemy w górę, nie pniemy się na upartego w chaszcze miejskiej dżungli, bo zatrzymują nas strach, niewiara, kompleksy i cholera wie co jeszcze.

Zmiany są trudne, bo niosą ze sobą ryzyko, ale czy właśnie nie ryzyko, działanie i marsz w nieznane nie jest tym co nadaje sens życiu? Czy nie te wszystkie problemy i mury które udało się pokonać i zostawić za sobą w gruzach tworzą nasze wspomnienia i kreują emocje? Pewnie, że wychodząc ze swojej strefy komfortu będzie gorzej. Na początku zawsze tak jest. Trzeba upadać i się podnosić, ale z każdym upadkiem wstaje się silniejszym, a rany zwykle szybko się goją. Tak jak w bieganiu, postępy przychodzą w miarę wkładanego wysiłku na treningach. 

Dlatego ten rok może okazać się w moim przypadku wyjątkową zmianą. Praktycznie wszystkiego. Odwróceniem swojego życia i pójściem w te chaszcze, za którymi może czaić się dużo ciekawsze życie. Z większą ilością możliwości i sposobów na życie. Przy tym zapewne trudniejsze, ale nie chodzi o to żeby było łatwo i nijako. Uzbrojony jedynie w doświadczenia, determinację i pewność samego siebie. Zbyt łatwo jest przyczepić się do osiadłego trybu życia, zbyt łatwo, bo przez to się nie rozwijamy. Cofamy się wobec własnych aspiracji i wymagań. Świat jest wielki. świat jest oceanem, a większość ludzi rodzi się i umiera  w kałuży . Właśnie tego nauczyło mnie bieganie i triathlon. Wytrwałości, szukania nowych emocji i wiary w siebie. Życie to wyścig, ale nie z innymi zawodnikami. To wyścig o lepszą wersję siebie, poznanie świata, podejmowanie wyzwań i walkę o ich realizację. Strach nie może paraliżować przed osiąganiem swoich celów. Nigdy nie można być jego niewolnikiem. 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Mity początkującego pływaka

Next post

15 Sposobów Na Bóle Kolan U Biegaczy

2 komentarze

  1. 6 lutego 2016 at 08:46 — Odpowiedz

    Ja uwielbiam Piotrze tą iskierkę i bieganie za to , że mi towarzyszy 🙂

    Sport buduje mentalnie człowieka i to jest bardzo ważne 🙂

    Powodzenia w życiowych wyborach i wiele odwagi Ci życzę 🙂

    Najtrudniejszy pierwszy krok 🙂

  2. 20 czerwca 2016 at 18:18 — Odpowiedz

    Zgadzam się iż bieganie, ale nie tylko bieganie, cały sport potrafi Nas zmienić 🙂
    I tak jak napisałeś – nie musimy być alkoholikami etc,aby cokolwiek zmieniać 🙂
    Zmienia się Nasze podejście do innych, życiowych spraw , sposób rozwiązywania ich 🙂
    Mi sport pomógł rzucić 9 letni nałóg- palenie papierosów,zmieniło się wszystko na lepsze… wstawanie z rana przestało być problemem , bieganie na autobus już nie kończy się zadyszką (nawet mogę biec szybciej niż on jedzie,aczkolwiek tylko na początku 😛 )
    Świetni blog! Swietne wpisy!
    Pozdrawiam!!!

    p.s jeśli znajdziesz chwilkę zapraszam również do mnie 🙂
    dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *