1
Shares
Pinterest Google+

Te dni w których odkrywam, że jednak jestem psycholem

Zresztą patrząc na trasy biegowe, to nie tylko ja. Piszę na przykładzie biegania, chociaż dużo częściej mam takie zapędy, kiedy jadę na rowerze. Tak się zastanawiam…Może macie podobne odczucia?

Trening powinien być dostosowany do naszego harmonogramu prawda? Czasem biegniesz wolniej, czasem szybciej, czasami robisz interwały, albo jakieś tam inne dziwne rzeczy, ale wszystko z planem, wszystko z głową. Tylko, co wtedy, kiedy na horyzoncie pojawi się inny biegacz? Albo nie daj Boże zacznie nas wyprzedzać? Nie znoszę tego!!! Od razu załącza mi się pomarańczowe światełko ostrzegawcze. Chociaż wiem, że dzisiaj ma być leniwy bieg, to i tak nie potrafię odpuścić. Wlatuję na ogon wyprzedzającego mnie „myśliwca – bandyty” i trzymam się jakiś czas za nim. Gnębię go psychicznie. Chcę żeby słyszał moje kroki… jestem tuż za nim… ułamki sekund. Chcę sprawić, żeby miał świadomość mojej obecności, prześladowania, wzbudzając w nim zagrożenie i chęć walki. Widzieć, jak podnosi się jego poziom adrenaliny i nerwowo spogląda za siebie. Jestem myśliwym. 

W końcu po kilometrze zaczynam wyprzedzać. Tak powoli, nie za szybko zbliżam się do celu, obserwując jak przyśpiesza, podwyższa się jego tętno, krok wydłuża, oddech spłyca. Wiem, że on też nie chce odpuścić i będzie się starał zachować przewagę. Uśmiecham się jak Joker – LUBIĘ TO – uciekającą zwierzynę, w której krew zaczyna się gotować od strachu. Taki jakiś pomylony agresor biegowy. Lubię, mimo, że truję, „to”, własne szczęście, kolejną dawką rywalizacji. Pragnieniem bycia lepszym od niego. Polowaniem i walką. I zbliżamy się do siebie obaj, zbliżamy się do tego momentu w którym dojdzie do bezpośredniej walki, bitwy na kolejnych kilometrach. Ten stan w którym my ludzie…, sportowcy…., BIEGACZE, zaczniemy ścierać się ze sobą i walczyć jak dzikie zwierzęta, bijące się w jednej klatce, którą jest uciekający czas i metry pod nogami. AAAAAAHHHHHH. Krew zaczyna szybciej krążyć.

Chociaż właściwie, to nie wiem, czy to bardziej chęć rywalizacji, czy coś tam w głowie się przestawia i gnębi serce i umysł mój, ale muszę… MUSZĘ wyprzedzić tego, kto jest przede mną. Ja wiem, że to chore i nienawidzę w sobie tego zacięcia. No bo i na co mi to? Tylko… kiedy tak patrzę, jak mija mnie z uśmiechem bezczelnie wytatuowanym na twarzy i nonszalancko ręką macha z pozdrowieniem, to mi krew gniewna oczy przysłania i wiem , że on w głębi siebie śmieje się złowrogo i kpiąco – schizofreniczny głos podpowiada mi destrukcję.  I wtenczas taki wewnętrzny ucisk czuję, jakbym przegrywał właśnie I miejsce na zawodach, o kilka drobnych kroków. Zmienia się mój cel treningowy, nie ważna technika, oddech, nie ważne tempówki i kadencja. Biorę go na cel. Namierzam jak niemiecki Messerschmitt. Śledzę. Daje sobie psychiczną przewagę siedząc mu na karku, aż w końcu odpalam rakiety i wyprzedzam, zostawiając za sobą siwy dym zniszczonych nadziei w oponencie…

Im dłużej trwa walka, im trudniejszy wróg, tym większa radość ze zwycięstwa, bo w końcu to jakość przeciwników nadaje wartość zawodom i cenę zwycięstwa. Czasami też przegrywam, ale ta niepewność wygranej podnieca. Wiem, że to tylko treningowe, nic nieznaczące biegi. Dziecięce rozgrywki dorosłego faceta, ale one dają temu wszystkiemu wigoru, niepoczytalności i spontaniczności. Lubię ten stan!!

Wiem, że „on”, ten mój oponent, ma podobnie i chociaż oboje na kamiennych, coraz bardziej czerwonych od wysiłku twarzach, nie dajemy poznać po sobie zainteresowania rywalizacją, to walka się rozgrywa. Ona wciąż trwa. Zastanawiam się tylko, jak wielu sportowców amatorów ma podobne podejście, jak wielu na treningach potrzebuje tej zabawy. Ilu z nas zachowuję się tak „nagannie” przy niedzielnym spokojnym wybieganiu, kiedy humor, kondycja i pogoda dopisują. I tak sobie myślę…„oby jak najwięcej, bo przecież kiedy serce rozpierają emocje, kiedy wzbudzają nasz uśmiech, radość ze zwycięstwa i smutek po przegranej… wtedy wiemy że żyjemy. Wiemy, że w tych maszynach wciąż pali się gorący płomień i stać nas na coraz więcej”.

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

11 Lat Kona - Mistrzowie Świata W Triathlonie - Poznaj Historię

Next post

Co Zrobić, Żeby Nie Pojawiały Się Skurcze Mięśni

1 Comment

  1. 11 lutego 2016 at 12:01 — Odpowiedz

    hehe bardzo fajny psychol z Ciebie 🙂
    Dla mnie bardziej to twoja zaleta niż wada.
    Wolę ludzi czasami przesadnie zdeterminowanych niż całkowicie biernych 🙂

    Czasami musimy pozwalać sobie na odpoczynek lub porażkę
    Jesteśmy dobrzy, mili dla innych ale musimy tacy sami być dla siebie. Akceptujemy innych więc zaakceptujmy czasami własne ograniczenia, dziwacta 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *