1
Shares
Pinterest Google+

Pojawia się w końcu ten dzień, w którym przychodzi zmęczenie bardzo niefizyczne. Odmienne od tego które czuje się po treningu i zupełnie różne od tego które daje przyjemność. Wysiada głowa, znika natchnienie, ulatnia się dusza. W klatce i barkach czuć jakiś duży ciężar, a skrzydła opadają piórko po piórku, niczym róży zwiędłe płatki.

Zmęczenie, znudzenie, brak bodźca do działania i typowego kopa w dupę – to właśnie poczułem całkiem niedawno. Usiadłem gdzieś na małej wysepce, na środku oceanu i ani nie mogę odpocząć, ani za bardzo nie mam ochoty na pokonywanie dalszej drogi. Chyba się zmęczyłem. Mam dziwne wrażenie, że taki kryzys trafia w każdego. Nagle, bez ostrzeżenia odbiera chęci i zaciera cel na horyzoncie. Wyjścia są zapewne tylko dwa; albo ktoś dostanie klapsa i poleci dalej, albo zostanie już na tej małej wysepce. Czasami tego klapsa trzeba dać sobie samemu – z czystym, niczym nie skrępowanym poczuciem masochistycznej przyjemności.

Myślę, że znów przyszedł moment w którym potrzebuję odmiany. Czas typowych relaksacyjnych treningów dobiegł końca i trzeba wrócić do atakowania swoich rekordów czasowych. Kiedy widać postęp jest też ochota na większe poświęcenie i jest motywacja do urywania kolejnych sekund. Do tego, żeby wstawać rano, zakładać buty i zapierniczać po opuszczonych wiejskich drogach, a później wziąć gorący prysznic przed pójściem do pracy. Kolejna rzecz, to powrót do większej ilości starów w małych zawodach, które jakby nie było w pewien sposób napędzają ochotę na bieganie. „Winter is coming”, jak mówił Ned Stark, dlatego czas ruszyć dupsko i zapracować na przyszłoroczne wyniki.

Świetnie gdyby to było tak proste, jak jeszcze niedawno mi się wydawało. Teraz wiem, że ta motywacja i chęci do działania, to nie jest nieskończony płomień namiętności i potrzebuje ciągłego podsycania i uzupełniania. Ogień musi być wielki i wciąż dawać gorące pragnienie realizacji swoich założeń. Jasne, że przez pewien czas można jechać na przygaszonym, ale zbyt długa monotonia prowadzi do jego wypalenia. Teraz to zabrzmiało jak opis wygasającej miłości, ale to chyba jest to samo. Miłość do sportu, biegania, treningów, jest jak związek który potrzebuje ciągłego bodźca do dalszego rozwoju.

Teraz zbieram się w sobie i mówię sobie głośne NIE. Nie poddam się chwili słabości i zacznę od nowa. Czasami zwyczajnie tak trzeba. Coś skończyć, żeby na nowo móc zacząć z większą siłą. Dlatego zacznę od tego co kiedyś. Od tego co dawało mi przyjemność i mobilizowało do dalszej pracy – od pokonywania swoich rekordów na krótkich dystansach. Każdy trening to najszybsze 5 km jakie dam radę zrobić, a w weekend spokojny bieg jak najdalej. Taka metoda małych kroków. Rozpędzanie lokomotywy, która osiągnęła już spore rozmiary, może być trudniejsze, ale wystarczy ustawić ją na właściwym torze, żeby znów potrafiła przyśpieszać. 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Zielona Herbata - po ilu szklankach będziesz zdrowszy?

Next post

Powoli idzie jesień - Kurtka Softshell z Lidla

3 komentarze

  1. 27 sierpnia 2015 at 07:40 — Odpowiedz

    Faktycznie, coś z tą siadającą motywacją jest. Mimo tego, że do debiutu maratońskiego zostały mi dwa tygodnie, jakoś wcale nie czuję podekscytowania. Ba, nie mam nawet ochoty na bieganie i to pomimo tego, że zapisałem się na dodatkowe zawody w najbliższy weekend.

    Chyba muszę kupić nowe biegówki, wtedy będę miał motywację do nabijania kolejnych kilometrów, żeby je przetestować 😉

  2. Kate
    27 sierpnia 2015 at 09:35 — Odpowiedz

    Człowiek ze stali (tudzież z żelaza), bez względu na to jak potężną zbroję sobie wykuje, w robota się nie zamieni! I dobrze! Człowieczeństwo z krwi i kości to wspaniała rzecz 🙂 …Skrzydła nafaszerowane piórkami zostawmy aniołkom – a to jakby nie patrzeć, również nie-ludzkie stworzenia są 😛
    O wiele bardziej przemawia do mnie człowiek z piórem w ręku, który nawet z okresu stagnacji potrafi wyciągnąć coś wartościowego, a powyższy tekst wyszedł Ci naprawdę super!

    No… może poza tym cytatem Starka.. Winter is not coming!!! Przed nami jeszcze fala upałów, babie lato i piękna jesień, so „carpe diem”,and „hakuna matata” w krótkich spodenkach do końca lata :)))) Pozdrawiam

  3. 27 sierpnia 2015 at 11:22 — Odpowiedz

    Mam nadzieje, że poradzisz sobie z przeciwnościami i postawisz na swoim 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *