0
Shares
Pinterest Google+

Niby nigdy nie wierzyłem w zabobony, czarne koty i inne takie wiejskie historie, przechodzące z pokolenia na pokolenie. W głowie jednak pojawiała się myśl, że takie czy inne zdarzenie może być znakiem zwiastującym jakieś nieszczęście, czy wręcz odwrotnie i będzie ono moją szczęśliwą wróżbą. Jedno wiem na pewno, czarny kot przebiegający drogę już zawsze w moim odczuciu przynosić będzie pecha. 

W sobotę pogoda była tak pozytywnie nastrajająca, że zacząłem od razu planować niedzielną aktywność. Jakoś tak dziwacznie zakładałem, że także ten drugi weekendowy dzień będzie suchy i słoneczny. Postanowiłem, że zrobię sobie przejażdżkę rowerową i pyknę na spokojnie około 100 kilometrów. Nazajutrz rano okazało się, że jednak byłem w błędzie, a wiosna w styczniu jest nieprzewidywalna. Temperatura spadła do -1, z nieba zaczął prószyć drobny śnieg, który zacinając wbijał się boleśnie w oczy, a asfalt stał się mało przyjazny oponom szosowym. Zakorzeniona głęboko w głowie myśl o rowerze, nie dała się nawet na chwilę wyrwać mimo niekorzystnej pogody. Wyruszyłem.

Przed wyjazdem chwilę polemizowałem wewnętrznie nad potrzebą założeniem kasku, jednak w wyniku chłodnej kalkulacji (ene due rabe….) uznałem, że czapka wystarczy. Przez pierwsze kilometry zastanawiałem się, pod wpływem jakich środków byłem, że w ogóle zdecydowałem się wyjechać w to zimno, później jednak mięśnie się rozgrzały – Tak myślę, bo przestałem już czuć palce od stóp i dłoni, a nos w dotyku wydawał się parzyć. W każdym razie po 30 kilometrach ostrego tempa zwolniłem i spacerowo oddałem się „urokliwej” pogodzie. Rozpocząłem przejażdżkę po okolicznych asfaltowych drogach prowadzących przez zielone lasy, pola i malownicze wioski. Przyznam, że mało kiedy w czasie jazdy podziwiam widoki, zwykle gnam na złamanie karku z wzrokiem wpatrzonym przed siebie, poznawczo obserwując przemykający asfalt. Tym razem było inaczej i nawet w drodze zjadłem drugie śniadanie składające się z dwóch bananów. Czas mijał mi iście sielsko, aż do pozornie nieistotnego zdarzenia.

Po prawej stronie drogi zauważyłem czarnego kota. Bestia mimo, że była tyłem, musiała mnie usłyszeć i z sykiem się odwróciła. Kot niczym czarna pantera zniżył się na łapach i przebiegł na drugą stronę drogi. Zwykle kociambry uciekają przez płot i kamuflują się gdzieś za ogrodzeniem. Nie tym razem. Przystanął i jakby w gotowości do ataku obserwował mnie. Ja też spojrzałem, na niego, żeby ocenić czy złowroga kreatura ma jakieś białe cętki na czarno aksamitnym futrze i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Zielone szklące się jak szmaragdy wielkie oczyska, przepełnione nienawiścią wpatrywały się we mnie i widziałem jak zawarte w nich wszystkie egipskie klątwy rzucane są własnie na mnie. Przez chwilę nawet chciałem splunąć przez lewe ramię, odczyniając urok według pradawnych obyczajów, ale niestety zaniechałem tego. 

Jechałem dalej i przez chwilę nawet zapomniałem o całym tym zdarzeniu, jednak kiedy wjeżdżałem na skrzyżowanie na późnym fioletowym świetle, próbując przy tym skręcić w prawo okazało się, że lekko drogę oblodziło. Opony straciły przyczepność, tylna zaczęła uciekać, a cały rower się przechylał. Runąłem z hukiem na ziemię i ślizgiem pokonałem jeszcze kilka metrów na swoim prawym biodrze i przedramieniu. Szczęście, że samochody nie zdążyły jeszcze ruszyć. Zdarte przedramię, obite i odrapane biodro, lekko skrzywiona manetka od roweru i siodełko które spenetrowało moje spodnie tworząc w kroku dodatkową wentylację, to w tym wypadku na prawdę niewielkie konsekwencje. Pozbierałem się w ułamku sekundy, żywiąc złudną nadzieję, że nikt tego nie widział. Nie podniosłem wzroku nawet na moment, chcąc w ten sposób uniknąć widoku pokładających się ze śmiechu kierowców. Nałożyłem tylko łańcuch, przekręciłem niedziałające światełko we właściwe miejsce i zacząłem nieśmiało dreptać w stronę domu. Wiem, że ból przejdzie szybko, ale dyshonor przewrotki pozostanie na długo. 

Mógłbym właściwie na tym zakończyć, bo do domu zostało zaledwie 15 kilometrów, jednak czarny kot i jego zielone oczyska jeszcze nie chciały mi dać spokoju. Po kilku kilometrach zauważyłem na drodze kawałki rozbitej szyby i najwyraźniej nie dałem rady jej ominąć, bo z przedniej opony zaczęło schodzić powietrze. Na szczęście uszczelniacz w aerozolu i dopompowanie koła szybko załatwiło sprawę.

Z tej krótkiej 70 kilometrowej przejażdżki wyłoniło mi się kilka wniosków; na głowę zawsze trzeba zakładać kask, kiedy pada śnieg, na czerwonym przejeżdżać tylko wtedy kiedy nie ma lodu na drodze, a kiedy czarny kot przebiegnie mi drogę postaram się go wyeliminować jak najszybciej. Zauważyłem jeszcze, że dużo bardziej martwię się o rower, niż o siebie 

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Przepis na idealny wieczór - Mini tortille z sosem Patak's

Next post

Jak wybrać buty do triathlonu

10 komentarzy

  1. Malgorzata Wrzesińska
    28 stycznia 2015 at 21:46 — Odpowiedz

    Ja osobiście nie wierzę w „czarne koty ” 🙂
    To dobrze, że nic się poważniejszego nie stało…. a tym – czy ktoś Twój upadek widział – to się nie przejmuj – każdy z nas ma jakieś wpadki i upadki.

    Pozdrawiam i bezkolizyjnej jazdy Tobie życzę 🙂
    Malgorzata Wrzesińska ostatnio opublikował…„Zachrupało ” dzisiaj 🙂My Profile

    • 30 stycznia 2015 at 10:41 — Odpowiedz

      Właściwie to się nie przejmuję, ale jakoś tak głupio się przewrócić na rowerze 😉

  2. Aga
    29 stycznia 2015 at 14:41 — Odpowiedz

    No wiesz co, odczep się od kotów 😛 To raczej złośliwość rzeczy martwych, ja czasem też mam taki dzień ze wszystko mi z rąk leci, podłoga i szafki atakują itd….

    ps. jednak się ubawiłąm przy czytaniu Twojego tekstu- sorry 😛

  3. Jj
    29 stycznia 2015 at 22:55 — Odpowiedz

    😉 czarne koty z mej drogi przegania pies to dobra inwestycja
    Jj ostatnio opublikował…Jak zrobić własne FIT – Lays ???My Profile

  4. Agnieszka SportyGirl
    29 stycznia 2015 at 23:15 — Odpowiedz

    Wiem, że dla Ciebie nie była to zabawna sytuacja, ale tak ją opisałeś, że się zdrowo uśmiałam. Ja też czasami się zastanawiam pod wpływem jakich środków byłam podejmując poranne decyzje treningowe 😉
    Agnieszka SportyGirl ostatnio opublikował…#3 miesiące na InstaMy Profile

  5. Jaga
    30 stycznia 2015 at 10:09 — Odpowiedz

    Oj tam … dobrze mieć na co (kogo zwalić) zawsze to lżej niż na siebie 🙂
    Jaga ostatnio opublikował…Mimo że to nie jest kulinarny blog 🙂My Profile

    • 30 stycznia 2015 at 10:33 — Odpowiedz

      Tak jasne, a czarne koty niby nie mają złej mocy??!! 😉

      • Jaga
        30 stycznia 2015 at 15:43 — Odpowiedz

        :)) 🙂 Mam osobistego czarnego kota a raczej kocura (właściciele kotów wiedzą że to znaczna różnica) i ma różne moce ale na pewno nie złe !!! Zresztą wyhoduj sobie w domu to nabierzesz przekonania
        Jaga ostatnio opublikował…Mimo że to nie jest kulinarny blog 🙂My Profile

  6. Anka Wirtualna Koleżanka Fit
    31 stycznia 2015 at 17:06 — Odpowiedz

    Hi hi naprawdę dobry tekst 🙂 Kocham zwierzaki ale mimo to czarne kotki też staram się omijać 😉
    Anka Wirtualna Koleżanka Fit ostatnio opublikował…Jak zregenerować się po treningu?My Profile

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *