4
Shares
Pinterest Google+

Czyli, Jak Ruszyć Dupsko Przed Świtem i Zrobić Trening

Czas, towar wyjątkowo deficytowy w obecnym, szybkim i wymagającym świecie. Każda wolna chwila, w którą mogę wcisnąć nowe dodatkowe zajęcie, albo móc w spokoju wyłożyć się na kanapie z nogami w górze, warta jest więcej, niż bonus do wypłaty. Właśnie dlatego staram się wybierać poranne godziny na bieganie, żeby wycisnąć z dnia jeszcze WIĘCEJ. Tylko jak nauczyć się wcześnie wstawać, kiedy działa ciepłe, łóżkowe przyciąganie?

Bieganie rano. Podczas tej najpiękniejszej chwili dnia, w której cisza i spokój wiejskich i miejskich ulic potrafi natchnąć pozytywnie na kolejne godziny. Budząca się do życia przyroda, ludzie wygrzebujący się ze swoich bram i głęboki, GŁĘBOKI, orzeźwiający oddech. Umysł natychmiast przytomnieje, wyrywa się z sennego letargu, kiedy mroźne powietrze jesiennego poranka wleci do płuc. Gardło drapie, skóra marznie od chłodnego powiewu, a ja wiem, że ŻYJĘ!! O 5 rano nad głową wciąż błyszczą gwiazdy i księżyc świeci światłem odbitym, oczekującego na powstanie zza horyzontu słońca. PIĘKNIE JEST!!! Z każdym kolejnym krokiem, zbliżającym mnie do wschodu słońca robi się jeszcze bardziej zjawiskowo. Tylko jak wstawać rano i móc korzystać z tych chwil, gdy powieki ciężkie, ciało leniwe, a umysł otulony ciepłą kołdrą, nie zaiskrzy nawet jedną pozytywną myślą.

Moje 10 Kroków Na Bieganie Rano

Krok Pierwszy: Budziku!! Czyń swoją powinność.

Chociaż zawsze byłem zwolennikiem wstawania „kiedy Bóg pozwoli„, to chęć wygospodarowania kilkudziesięciu minut na poranny trening jest zbyt kusząca, żeby z tego nie skorzystać. Wieczorem po pracy czuję się wyeksploatowany dniem i wieczornym treningiem. Na drugi nie ma już tyle sił. Za to poranek jest wciąż wolny i pewnie dlatego nastawiam budzik na 4:30. Wiem, że jutro, kiedy większość normalnych, nie przymuszonych pracą ludzi będzie spać, ja podejmę samotną walkę z nieznośnym dźwiękiem wydobywającym się z budzika.

Krok drugi: Wewnętrzny zegar i takie tam

W 50 twarzach Grey’a pewnie byłoby jakieś pieprzenie o wewnętrznej bogini. U mnie jednak jest tylko pokój sterujący ciałem z wielkim zegarem na przeciw biurka, przy którym siedzę. No, mam taki wizualizowany pokój. Nie pamiętam gdzie to wyczytałem, ale czasami się sprawdza. Przed zaśnięciem wyciszam się i w głowie nastawiam zegar na godzinę o której chcę powstać. Teoretycznie umysł sam ustawi sen tak, żeby o wskazanej godzinie wstać wypoczętym. Teoretycznie.

Krok trzeci: Podejmuję próbę wcześniejszego zasypiania 

Dziś znów idę wcześniej spać. Następne 2 godziny walczę z myślami. Jak co noc rozkminiam nic nie znaczące sprawy, o których rano nie będę pamiętać. Przynajmniej odpoczywam – nie oglądam tv, nie rozbudzam krwi treningiem, a w końcu udaje mi się zmęczyć na tyle, żeby odpłynąć.

Krok czwarty: Dlaczego jesteś tak daleko przedmiocie podły

Budzik w końcu dzwoni. Dzień wcześniej zostawiam go na drugim krańcu pokoju, żeby zmusił mnie do wstania z wyrka. Robię to, bo przykrywanie głowy poduszką nic nie daje. Budzik wrzeszczy moją, do tej pory, „ulubioną” piosenkę. To jest dobra opcja, żeby się samemu wygonić z łóżka. Przeklinam, ale idę. Podświadomie wiem, że to jest konieczne. 

Krok piąty: Nich stanie się światło

Kiedy tylko otwieram oczy zapalam światło. „Nosz q… , ale daje po oczach. Wampiry mają ciężki żywot”. Zanim się przyzwyczaję, zanim źrenice zmniejszą się do odpowiedniego rozmiaru błądzę po omacku i walczę ze swą ślepotą, potykając się o meble. No ale światło jest dobre. Wpada do oczu i blokuje wytwarzanie się melatoniny. Tak mówią w tv, a przecież tam nie kłamią.

Krok szósty: Rzeczy cierpliwie czekają

Jaka szkoda, że dzień wcześniej uszykowałem wszystkie rzeczy w których chcę pobiec i postawiłem je na butach koło drzwi od pokoju. Pewnie miałbym jeszcze jeden powód do tego, żeby zanurzyć się z powrotem pod rozgrzaną kołdrą, a tak nie muszę niczego szukać, wszystko jest na miejscu. Wbijam się w ciuchy i już jestem prawie gotowy.

Krok ósmy: Wczorajsze śniadanie?

Szybkie śniadanie też już na mnie czeka, bo wczoraj zostawiłem sobie dwa banany i szklankę soku na stole. Taka oszczędność czasu. Duma mnie rozpiera.

Krok dziewiąty: Krew grzeje się powoli

Jeszcze w domu robię małą rozgrzewkę, żeby nie wychodzić tak całkiem na surowo na zimny dwór. Rozgrzewka jest szybka, intensywna i otwieram drzwi z impetem, naładowany porannym testosteronem. I’M BACK!! Jednak wciąż zimno.

Krok dziesiąty: No i pięknie, no i jazda

Wybiegam i spokojnym tempem przemierzam pierwsze dwa kilometry. Skostniałe nogi wloką się za mną, oczy wciąż zmrużone, podpuchnięte, ale głowa coraz bardziej się cieszy. I uśmiech na gębie się maluje. I jakoś cieplej się robi. Po kilku krokach już nie myślę o łóżku tylko o dalszej drodze. Teraz mogę się jeszcze raz zatrzymać i zrobić dobrą gimnastykę na pobudzenie wszystkich mięśni i ścięgien. Już nie jest zimno. Po 10 minutach biegnę dalej i delektuję się kolejnym początkiem dnia.

Przecież o to chodzi – o POCZĄTEK, który zawsze jest ekscytujący, jest niewiadomą, porcją adrenaliny, przygodą. Każdy dzień, to początek naszej przyszłości, a każda chwila naszą historią. Im więcej dobrych chwil, im więcej głębokich oddechów ekscytacji, tym więcej gorących wspomnień w przyszłości. Dlatego bieganie rano zwyczajnie się opłaca – orzeźwia umysł i pobudza go do kreatywnego myślenia, analizowania i wyciągania wniosków.

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

Moje Serce i Mój Umysł - Motywacja

Next post

Trening Nóg Triathlonisty I Mocniejszy, Szybszy Bieg TriS#3

8 komentarzy

  1. 7 października 2015 at 07:53 — Odpowiedz

    Brzmi naprawdę znajomo 😉 Chociaż jazdę o świcie stosuję raczej jako „rozwiązanie awaryjne” (http://pawelkepien.blogspot.com/search/label/o%20świcie ) kiedy nie nam czasu na jazdę o „normalnych” porach to tak jak napisałeś jest coś wyjątkowego w obserwacji budzącego się dnia, w treningu wtedy kiedy większość ludzi dopiero zaczyna myśleć o wstawaniu. Wiem, że nastawiając budzik na 4:00 muszę wstać w ciągu max 10, 15 minut, bo dłuższe zaleganie w łóżku właściwie skreśli poranną jazdę i całe zamieszanie pójdzie na marne. I podpisuję się też pod przygotowaniem wszystkiego dzień wcześniej – rano naprawdę niewiele się chce, zresztą bez sensu tracić na to czas 🙂 Najgorzej jest wg mnie wyjść z łóżka. Potem jest już z górki… 😉

    Pozdrawiam!
    Paweł

    • 8 października 2015 at 07:25 — Odpowiedz

      Dokładnie, wyjście z łóżka to 80% bólu 🙂

      Możliwe, że niedługo będę właśnie wsiadać na rower o wczesnych porach zamiast biegać. Jak tylko trenażer sobie sprawię 😉

      • 9 października 2015 at 08:04 — Odpowiedz

        Całkiem dobry plan 🙂 Ja mimo wszystko staram się traktować trenażer jako ostateczność i dedykowaną oponę zakładam dopiero jak wiem, że przez dłuższy czas nie będzie szansy na suchy asfalt (czyt. „drogi będą zaśnieżone” ;)). No i pytanie czy nie obudziłbym żony 😉

  2. Mistrz Przemysław Pawlicki
    7 października 2015 at 08:42 — Odpowiedz

    Czyli sniadanie to szklanka wody (u mnie 0,5l kufla) i 2 banany a potem bieg? A po powrocie wielki omlet? 😀

    • 8 października 2015 at 07:24 — Odpowiedz

      Tak jak pisalismy na prv, w czasie biegu jest jeszcze kolejna porcja węgli jeśli bieg trwa dłużej niż godzinę. Po biegu już normalne duże śniadanie 🙂 Za dużo przed biegiem nie lubię jeść, bo żołądek jest obciążony

  3. 10 października 2015 at 21:08 — Odpowiedz

    U mnie to wygląda podobnie, tylko po drodze muszę zaliczyć chwile głaskania kota, a potem szybki spacer z psem i wreszcie mogę zrobić coś dla siebie 😉

  4. Małpka
    20 października 2015 at 10:28 — Odpowiedz

    ach żeby jeszcze ta pogoda za oknem bardziej dopingowała do wstawania ;/

  5. Kaziu
    26 października 2015 at 16:55 — Odpowiedz

    Gdyby to teraz było takie proste 😀 Grawitacja mojego łóżka przezwycięża wszystko 😉

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *