0
Shares
Pinterest Google+

Maniacka Dziesiątka, to obok Poznańskiego Półmaratonu i oczywiście Maratonu najważniejsze zawody biegowe w mieście. Prawdziwe święto biegaczy i bieg, który stał się kultowy. Zawody na 10 kilometrów, które przyciągają tysiące biegoholikow i dają swoją atmosferą poczuć smak tych większych poznańskich imprez. 

To była moja pierwsza Maniacka Dziesiątka i jak do tej pory zastanawiałem się tylko, co takiego jest w tych zawodach magnetycznego, że tak przyciąga rzesze biegaczy. Czym się wyróżnia, że warto się podpalać na samą myśl o nadchodzących zawodach, i dlaczego właściwie wszystkie numery zostały rozsprzedane w ciągu kilku dni. Ponad 3700 biegaczy chciało ukończyć właśnie ten bieg, a pytania o odsprzedanie pakietu startowego krążyły po forach biegowych do ostatnich dni przed startem. Zwykle lubię marudzić na biegi, a teraz jestem zadowolony. Lubie wytykać błędy i ceny, a teraz rozumiem dlaczego ten bieg ma stosunkowo wysokie wpisowe.

maniacka dziesiątka

Naturalnie, że cena wydawała mi się skandaliczna, ale z każdą kolejną chwilą, pokonując kolejne etapy biegu, od wydawania pakietów po odbieranie medalu na mecie czułem, że cena ma swoje uzasadnienie w doskonałej organizacji i solidnym przygotowaniu biegu. Po pakiet nie musiałem czekać ani chwili w kolejce. Za to ulica prowadzącą do biura zawodów była zakorkowana, co oznacza, że wcale nie tak mało ludzi w tym czasie przybyło po swoje numery. Jednak ich wyszukiwanie i wydawanie poszło bardzo sprawnie. Później, w dniu startu, kiedy spojrzałem na tłum zawodników przede mną uznałem, że nie ma szans, żeby tutaj ogarnąć jakiś rekord. Przecież w takim ścisku nie da się biec. Myliłem się, trasa została tak rozsądnie opracowana, że tylko momentami wpadałem w pułapkę wolniejszych biegaczy przede mną. Czułem się zaskoczony, mile zaskoczony tak rozsądną trasą biegu.

maniacka dziesiątka

Start ustawiony na dwupasmowej drodze i już lekko jakby z górki, pozwalając się rozpędzić. Po chwili nerwów i wymianie zdań na temat tego jak bardzo jesteśmy chorzy, kontuzjowani i niedysponowani w tym dniu, żeby już na starcie dać sobie usprawiedliwienie dla wyniku uzyskanego na mecie, padł huk armaty startowej. Niemal w tym samym momencie nasi Kenijscy turyści dobiegali już do pierwszego kilometra. Wariaci. My też ruszyliśmy szybko, strefa B rozciągnęła się wyraźnie. Poprzeciągała na mostach i parkowych alejkach by po chwili, kolejne kroki stawiać już wśród kamienic starego miasta.

Kibice dodający energii i coraz większa fala euforii niosąca mnie przez zawijasy poznańskich ulic, doskonałe oznaczenie trasy wraz z ludźmi którzy nakierowywali biegnących na zakrętach i muzyczne kapele zagrzewające do boju – To wszystko dawało doskonałe wrażenie całości. Meta oczywiście na Malcie, czyli w niemal najlepszym miejscu na tego typu wydarzenia. To było niesamowite, że bieg na 10 kilometrów został tak dobrze przygotowany.

maniacka dziesiątka

Ten bieg to mój duży sukces. Skok kondycji, którego się nie spodziewałem, a jednak nadszedł. Po dziesiątkach spokojnych kilometrów wybieganych zimą i po treningach dzięki, którym wydłużyłem krok biegowy, okazało się że już na starcie sezonu uzyskałem wynik, którego zwyczajnie się nie spodziewałem. Zwykle od poprzedniego rekordu urywa się sekundy, mnie udało się urwać prawie 3 minuty. Z oficjalnego 44:30 na oficjalne 41:52. Dużo motywacji do ciśnięcia dal mi Eryk, którego wciąż widziałem kątem oka. Chciałem wygrać, tak zwyczajnie poczuć się w tym dniu lepszym od innych. Czułem, że mogę, że dzisiaj mogę więcej i w końcu się udało, a na ostatnich 70 metrach wciąż miałem power, żeby wcisnąć turbo i wyprzedzić kolejne 10 osób. Finiszowanie ostatnio naprawdę dobrze mi wychodzi i czuję jak nogi mnie niosą po kolejne urwane sekundy. Satysfakcja, to właśnie takie słodkie uczucie, kiedy przełamujesz swoją barierę możliwości. Do tego fakt otrzymania ostatniego srebrnego medalu pogłębia to uczucie. Serio, serio.

maniacka dziesiątka

 

Maniacka Dziesiątka, to bez wątpienia bieg wart dużego zainteresowania. Taki, którego nie powinno się opuścić, bo straci się wiele pozytywnych wrażeń. Natomiast z nieco innych przemyśleń, to stwierdzam, że wygrana daje słodki, lukrowany posmak na ustach, niebieska koszulka za bardzo zlewa się z tłumem, prywatny fotograf byłby świetnym rozwiązaniem, a bieg, który się już ukończyło traci na znaczeniu jakieś 90%. Jednak cena wspomnień potrafi być dużo niższa, niż tego co dopiero ma nadejść i na co się czeka. Chociaż, nie dotyczy to wszystkiego.

http://go.pl.bbelements.com/please/code?j-23641.1.24.1.0.0._blank
Previous post

16 sposobów na podniesienie samooceny

Next post

Kłamca - Jak wykryć kłamstwo z mimiki twarzy i gestów

7 komentarzy

  1. Malgorzata Wrzesińska
    18 marca 2015 at 06:30 — Odpowiedz

    Gratulacje Piotrze a zwłaszcza srebrnego medalu !!!! 🙂 Jest czego gratulować 🙂

    A wspomnienia na zawsze pozostają w naszych sercach no… i na blogach przy okazji 🙂

    Pozdrawiam serdecznie Małgosia 🙂

  2. Eryk
    18 marca 2015 at 08:11 — Odpowiedz

    Gratulacje 🙂 🙂

  3. Eryk
    18 marca 2015 at 20:29 — Odpowiedz

    Ale ja i tak po tym biegu doszedłem do wniosku, że takie mniejsze, bardziej kameralne są chyba lepsze 🙂 pakiety zawsze mają coś ciekawego i tłoku takiego nie ma 🙂 milo dlatego wspominam bieg z Goleniowa i z Krakowa 🙂 miejmy nadzieję, że więcej takich przebiegnę albo przebiegniemy 🙂

    • 18 marca 2015 at 21:07 — Odpowiedz

      Ja wciąz dochodze do wniosku, że uciekam do lasu i w góry, ale 3 biegi na 10 km po asfalcie zostawiam. Maniacką, Szpot i Piotra i Pawła 🙂

  4. Lena
    24 marca 2015 at 13:57 — Odpowiedz

    Zastanawiam się, ile kobiet bierze udział w biegu? Po zdjęciach widzę, że niewiele. Mieszkam w Bydgoszczy i docelowo chciałabym w przyszłości wystartować.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *